Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alpy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alpy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 grudnia 2025

Górski finał z widokiem na alpejskie kolosy

 

 

Alpy - Monte Spalavera 1534 m.n.p.m.

Ostatni dzień naszego włoskiego wypadu postanowił wejść na scenę z przytupem. Zamiast leniwego cappucio nad brzegiem jeziora wybieramy górskie panoramy, szczyty i trekking, który miał być dłuższy niż ten z dnia pierwszego (ale równie przyjemny). No i był! Natura potrafi być łaskawa. Pogoda tego dnia robiła za idealnego hosta: zero wiatru, zero chmur, temperatura grubo powyżej 15 stopni, a całość doprawiona jesiennymi kolorami. Listopad w Polsce? Deszcze, wichura, suszarka do liści? Tu? Pocztówka z raju. Parking znajdował się dosłownie rzut beretem od miejsca, gdzie dwa dni wcześniej zjechaliśmy zipline’em – więc kierowca i autko znali już każdy z tysiąca zakrętów, które spotyka się na tych włoskich serpentynach. Silnik jęknął parę razy, ale generalnie zachowywał się dzielnie, jakby mówił: „Ech, znowu to samo, dam radę”. Na parkingu stał tylko jeden samotny samochód – znak, że nie będzie tłumów i przepychanek o widoki. Ruszamy więc śmiało na podbój Monte Spalavera (1534 m n.p.m.).

środa, 3 grudnia 2025

Łyk adrenaliny i historia z I wojny światowej

 

 Alpy Ticzyńskie - Monte Morissolo 1311 m.n.p.m.
 
Lądujemy w Mediolanie, tym razem na lotnisku Malpensa, odbieramy nasze wypożyczone cacko — Hyundai i10 — i  zaczynamy podróż nad Lago Maggiore i rozpoznanie nowego dla nas regionu. Zapraszamy do Piemontu… Ale hola, hola, nie tak łatwo. Akurat w dzień przylotu zaczyna się Lago Maggiore Maraton. Serio? — natura natychmiastowo rzuca nam kłody pod nogi (albo zakręty pod koła). Albo… Marek, który nam towarzyszy, jak magnes przyciąga jakieś sportowe akcje podczas pobytu… co my już wspólnie nie przerabialiśmy: wyścigi kolarskie, triathlony teraz maraton. To co następne? Rajd WRC – ocho Sardynia się kłania… Nasz plan zakładał spokojny przejazd nad Maggiore, nocleg w uroczej Stresie bez stresu. Jednak w górskie serpentyny nas wzywają. Akcja jak w serialu z gatunku survival: mały silnik, wąskie zakręty, strome podjazdy — i choć małe i10 nie jest monster truckiem, dawał radę, skrzypiąc i sapiąc, dzielnie kręcił pod górę. Maraton lekko modyfikuje nam plany. Z pomocą uśmiechniętych panów z Polizia skręcamy w stronę Aurano, bo tam czeka nas pierwsza atrakcja — Lake Maggiore Zipline (czyli „tyrolka Lago Maggiore”). To nie byle jaka zjeżdżalnia na linie: lina stalowa ma aż 1850 metrów długości, zawieszona jest na wysokości około 350 m nad ziemią. Zjazd trwa około 90 sekund (czyli półtorej minuty czystej adrenaliny), a prędkość potrafi przekroczyć 120 km/h. Startuje się z Pian d’Arla (na wysokości około 1307 m n.p.m.), a meta to Alpe Segletta (ok. 960 m n.p.m.). Barbórka lekko nerwowo stoi w koleje i pyta co chwilę: – „A na pewno to jest bezpieczne?”,  „A na pewno hamuje samo?”,  „A czy kolejka jest sprawdzana…?” Pan z obsługi ze stoickim włoskim spokojem włącza muzykę i przygotowuje nas do startu. 3-2-1 i zjazd….

wtorek, 30 września 2025

Dzień włoskiego Matajur – gdzie Bieszczady spotykają się z Alpami

 

Alpy Julijskie - Matajur
Po dwóch dniach city breaku (czytaj: włóczenia się po wąskich uliczkach, udawania znawców architektury i wciskania w siebie wszystkiego, co miało choć cień mozzarelli na sobie) nabraliśmy nowych sił. A jak człowiek naładuje baterie pizzą i kawą, to od razu ciągnie go z powrotem w góry. No bo ileż można patrzeć na morze, skoro tam w tle wciąż kuszą szczyty? Zostajemy jeszcze na włoskiej ziemi. Jedziemy przez równiny Wenecji Julijskiej – płasko jak stół, tylko gdzieś daleko majaczą zębate krawędzie Alp. Ale im bliżej granicy, tym więcej serpentyn i tym głośniej jęczy nasz dzielny S-Max, który udaje, że jest górskim potworem. Kilkaset metrów w pionie, niezliczona ilość zakrętów, kilka głębokich westchnień pasażerów i nagle – jesteśmy przy Rifugio Pelizzo. Schronisko otwarte, więc grzechem byłoby nie wpaść na kawę. A że była tak dobra, to wjechały dwie. W końcu góry bez kofeiny nie smakują tak samo. Zresztą, już samo picie espresso na tarasie z widokiem na Adriatyk to doświadczenie, które spokojnie mogłoby być sprzedawane jako luksusowe spa dla duszy. Człowiek zastanawia się, czy ta kawa rzeczywiście jest tak pyszna, czy po prostu powietrze przefiltrowały góry i podają ją tu z dodatkiem czystego zachwytu.

piątek, 12 września 2025

Szlakiem ku Triglavskim Jeziorom

 

Słowenia - Alby Julijskie - Mala Ticarica 

Tym razem los wreszcie się do nas uśmiechnął. Po gradobiciu i ucieczce z wysokości marzyliśmy, żeby choć raz udało się doczłapać do schroniska bez konieczności walki z pogodą. I sukces był widoczny na tym górskim horyzoncie – choć sama podróż na miejsce startu miała w sobie nutkę adrenaliny. Start dzisiejszej wędrówki budził emocje – Planina Blato. Żeby dotrzeć do znanej planiny, czyli pasterskiej hali, musieliśmy najpierw przeżyć jazdę busem po wąskiej, krętej drodze, na której dwie osobówki mijają się z trudem, a nasz kierowca cisnął pojazdem, jakby był na torze Monte Carlo. Z każdą serpentyną mieliśmy wrażenie, że zaraz spadniemy w przepaść. My w środku kurczowo łapaliśmy siedzenia, a on… gadał przez telefon i jedną ręką zmieniał stacje radiowe. Gość miał stalowe nerwy – albo naprawdę wielkie jaja. Barbórce wcale nie imponowała jego podzielność uwagi, bo każdy podskok na zakręcie oznaczał, że kierowca lekko zbacza z umownej drogi. Nasza trasa prowadziła przez kolejne planiny – te pasterskie hale otoczone górami to miejsca, gdzie od wieków pasterze wypasali bydło, a dziś wciąż można zobaczyć tradycyjne drewniane chaty i usłyszeć dzwonki krów. Planiny mają w sobie coś magicznego – niby tylko polany w górach, a jednak pełne historii, zapachu trawy i takiego sielskiego klimatu, jakby czas się zatrzymał. Na miejscu wreszcie mogliśmy rozprostować nogi i ruszyć w trasę.

poniedziałek, 8 września 2025

SloveLove 1.0

 

Alpy Kamnicko - Sawińskie

SloveLove Wersja 1.0 – tak właśnie nazwaliśmy naszą drugą próbę podbicia słoweńskich terenów. Rzetelnie licząc, to już nawet trzecia podróż do tego bałkańskiego kraju. Kiedyś bowiem, wracając znad Jeziora Garda (zupełnie  po drodze) spędziliśmy tam dwa piękne dni i spodobał się nam ten rejon Europy. Poprzedniego roku realizowaliśmy wersję Slovelove 0.5, zapewne pamiętacie nasze perypetie związane z awarią auta, która skutecznie zatrzymała nas w Polsce. Plan zwiedzania czekał gotowy, dokonaliśmy tylko lekkich korekt. Nadszedł czas sprawdzić nowy samochód. Czternastego sierpnia zatrzaskując za sobą drzwi w pracy krzyczymy jak zwykle: „Ahoj przygodo”. Urlop czas zacząć. Jak to zazwyczaj bywa, jadąc na południe Europy zatrzymujemy się na noc w Radlinie w rodzinnym domu Basi, by następnego dnia ruszyć w długą podróż. Późnym popołudniem docieramy w okolice Solcawy, gdzie rozkładamy się na małym, ale malowniczo położonym campingu. Wieczór przebiega nam na jedzeniu, piciu i pakowaniu plecaków, gdyż następnego dnia zaczynamy trekking. Nie bierzemy jeńców – góry wzywają. Plan na ten dzień zakłada nocleg w schronisku na przełęczy Kamniško sedlo, jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów w Alpach Kamnicko-Sawińskich. Chcieliśmy poczuć prawdziwy klimat gór wysokich – dłuższą wędrówkę, noc na wysokości i poranne widoki ponad morzem chmur.

niedziela, 17 grudnia 2023

Nie będzie Lecco

 Monte Barro 922 m.n.p.m.

W ostatnim czasie odkrywamy uroki włoskich wielkich jezior. Po wakacyjnej wizycie nad Gardą i Iseo przed Wielkanocą, naszym kolejnym celem stało się malownicze jezioro Como. Dzięki staraniom Basi, która zawsze zadba o organizację, mamy wyznaczony kierunek podróży, zarezerwowany nocleg, a bilety lotnicze kupione. Jej talent organizacyjny nie ma sobie równych. Moim zadaniem pozostaje opracowanie planu na trzy jesienne dni. W sieci pełno jest sugestii, ale naszym głównym źródłem inspiracji był blog "Skadi na Grani". Wybraliśmy Lecco jako miejsce pobytu. To ciekawe miasteczko usytuowane na wschodnim brzegu jeziora Como, słynące z przepięknych widoków na otaczające go góry i jezioro. Podobno Lecco przyciąga turystów swoim niepowtarzalnym urokiem, oferując malownicze promenady wzdłuż brzegu jeziora, pełne przytulnych kawiarni i restauracji serwujących tradycyjne włoskie smaki. Może latem wygląda to jak podpowiadają internetowe witryny, my zdecydowanie wolimy bardziej małomiasteczkowe klimaty. Ale trzeba przyznać, że okoliczne góry stanowią doskonałe miejsce dla miłośników aktywnego wypoczynku, co idealnie wpisuje się w nasze zainteresowania. Zabytkowe centrum miasta zachęca do spacerów po urokliwych uliczkach, gdzie przeszłość splata się z teraźniejszością.

czwartek, 25 maja 2023

Bossico rządzi się swoimi prawami

 Monte Colombina 1458 m.n.p.m.

Ten dzień będzie rządził się swoimi prawami. W końcu nazwa tej uroczej małej miejscowości (może nawet wioski) zobowiązuje – jedziemy do Bossico, a stamtąd ruszamy w górę – a dokładnie na Monte Colombina. Oferuje ona spektakularne widoki na jezioro, na które liczymy. Słoneczny poranek zwiastuje, że będzie przyjemnie. Ale zanim ruszymy na szlak, po raz kolejny korzystamy z komunikacji miejskiej i aż w ilości 4 sztuk wsiadamy do lokalnego autobusu (linia L). Poza naszą dwójką towarzyszą nam dwie przemiłe dziarskie starsze panie, które jadą do Bossico odwiedzić swoje rodziny na święta. Całą drogę przysłuchujemy się ich rozmowie. Są bardzo energiczne i uśmiechają się do nas szeroko. Jazda autobusem robi się coraz ciekawsza – wspinamy się coraz wyżej i jak to zawsze we Włoszech (chyba nie znamy regionu o prostych drogach) serpentyny i zwężenia to tutejsza specjalność. Kierowca rządzi! Docieramy do miejsca docelowego – ostatni przystanek na trasie.

wtorek, 16 maja 2023

Największa w swojej kategorii


Monte Isola

Jako, że mamy czwartek to dla włoskiej ludności oznacza ferie świąteczne i promy pływają jakoś inaczej – do tej pory nie możemy się w tym do końca połapać (lokalsi też nie). Bo jest opcja dni pracujących, dni pracujących-szkolnych, od poniedziałku do soboty, ale tylko w dni nauki szkolnej, dodatkowo są okresy świąteczne – tzn. tylko dla uczniów, bo wtedy w naszym wypadku obowiązuje rozkład już w Wielki Czwartek, ale wtedy też jest normalny dzień pracujący dla dorosłych czyli "fermata" czy nie „fermata” o to jest pytanie? Niby to ogarniamy, jak mówi dzisiejsza młodzież. Ale nie pytajcie nas co i jak– to trzeba przeżyć! Ważne, że udało się wypłynąć na podbój największej wyspy w Europie, która jest położona na jeziorze. Monte Isola, bo o niej mowa, to dokładnie ta sama wyspa, o której cytując klasyka: "Król Jan III Sobieski podczas odsieczy wiedeńskiej w 1683 mówił… niewiele, a nawet wcale" (klasyk w stylu Pana Makłowicza). Ale swoją prawdziwą popularność i oblężenie zyskała dzięki instalacji specjalnego pomostu pomiędzy Sulzano a Peschierą. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest festiwal kwiatów w święto podwyższenia krzyża. A wszystko zaczęło się na początku XIX wieku.

czwartek, 11 maja 2023

Sentiero del panchina

 San Defendente

My to zawsze musimy zrobić wszystko na odwrót. Zamiast rozruszać się jakimś lekkim trekkingiem, to od razu z grubej rury. Efekt tego taki, że następnego dnia wstaje się ciężko, ale mimo to z uśmiechem bo i pogoda ma być lepsza. Spać trzeba szybko lub nie spać, bo zwiedzać. Za namową Iny wybieramy się na wzgórze, gdzie stoi Chiesa di San Defendente. Ale zanim swoje nogi postawimy na tym zjawiskowym balkonie widokowym nad Lago Iseo wsiadamy w autobus jadący do Salto Colina. W miejscowości tej stykamy się z przyjacielskim pozdrowieniem grupy mieszkańców. Wchodząc do kawiarni na poranną (jak z reklamy) "prawdziwą włoską kawę", lokalsi widząc, że my turyści pytają czy "JUVE"? a ja co nieco interesujący się piłką kopaną odpowiadam: ATALANTA! I ta ich euforia i przytulanie. Po tej pysznej kawie ruszamy w trasę.

wtorek, 9 maja 2023

Rześka włoska wiosna

 Punta Almana 1390m.n.p.m.

Drugiego dnia rozkoszując się typowym włoskim śniadaniem (ser Provolone i inne takie smakołyki) rozkminiamy jak się dostać do Sale Marasino. Będąc nad Iseo bez auta trzeba wybierać cele, które są dobrze skomunikowane. Jest to pewne utrudnienie, ale dla chcącego nic trudnego. Wzdłuż wschodniego wybrzeża jest linia kolejowa, a pociągi jeżdżą mniej więcej co godzinę. Wystarczy więc dostać się do sąsiedniego Pisogne i to wszystko. Ale żeby nie było zbyt łatwo poranne promy do tej miejscowości występują w liczbie aż dwóch (no i jeszcze trzeba dobrze rozeznać się w rozkładzie – bo a to dni szkolne, a to dni powszednie – i tutaj nie ma znaku równości, do tego święta w sobotę, święta w niedzielę…. Rozkład po prostu bajka). Ciekawa jest też opcja biletowa na pociąg. Bilet kupuje się w przydworcowych kawiarniach przy okazji degustacji kawy. Mało tego – jak się dowiadujemy na chwilę przed odjazdem, należy na tym bilecie własnoręcznie podpisać miejsce startu, czyli stację, z której się odjeżdża oraz datę i godzinę odjazdu – bez tego bilet jest nieważny (czyli odręczna walidacja). Gdy po tych wszystkich przeszkodach komunikacyjnych wysiadamy w w/w Sale Marasino wystarczy „tylko” wejść na górę, zejść, wsiąść w pociąg, potem złapać prom powrotny do Lovere i jesteśmy w domu. Ale to byłoby zbyt proste.

piątek, 26 sierpnia 2022

Nie tędy droga

Słowenia - Bled, Zeleneci

Nadszedł ten dzień, który zawsze następuje. Ostatni dzień naszego urlopu. Ale zanim wrócimy do naszych domów, spędzimy jeszcze jedną noc na słoweńskiej ziemi.  Planując wyjazd w domu wymyśliłem, że wracając zahaczymy o Przełęcz Mangart. Mangartska cesta, czyli inaczej droga na przełęcz pod szczytem Mangart znajduje się w Triglavskim Parku Narodowym przy samej granicy w Włochami. Osiąga wysokość 2055 metrów n.p.m. co czyni ją bezsprzecznie najwyższą drogą w Słowenii. Wybudowana została w 1930 roku przez włoską armię w zaledwie sześć miesięcy, w ramach obrony przed armią byłej Jugosławii. Na odcinku zaledwie 12 kilometrów droga wznosi się 980 metrów w górę. Jest tam pięć specjalnie wyrzeźbionych w skale tuneli. Niestety głowa zadziałała i przestraszyłem się tych wszystkich filmików z przejazdu, gdyż droga jest wąska i kręta, a podjazdy miewają nawet 22% nachylenia. Na samej przełęczy jest pętla, którą można zawrócić, ale nieco poniżej jest fragment zniszczonej drogi, więc oficjalnie wjazd na przełęcz jest zabroniony. Z naszej miejscówki noclegowej ruszamy więc ku innej przygodzie.

sobota, 6 sierpnia 2022

Górska misja

 Monte Misone 1803 m.n.p.m.

Na ostatni dzień naszych górskich wędrówek wybieramy szczyt Monte Misone. Poprzedniego dnia trochę oszczędzaliśmy siły, korzystając z kolejki, dlatego na koniec chcemy dać do pieca – w końcu jutro szykuje się dzień restowy. Dziś także dzielimy się na dwie grupy – Paulina z Dawidem robią podejście nr 2 do ferraty dlatego uprzednio podrzucamy ich do miasteczka Ballino, gdzie początek ma ferrata „Signora delle Acque”. My sami swoją wędrówkę zaczynamy kawałek za Rifugio San Pietro – podjeżdżamy drogą ile się da i na końcu zostawiamy samochód. Mimo, że nasz cel liczy „jedynie” 1803 m. n. p. m. - co porównywalne może być choćby do naszej Babiej Góry czy Tatr Zachodnich – należy pamiętać, że do pokonania jest około 900 metrów przewyższenia, co znacząco odczujemy.

środa, 3 sierpnia 2022

Powyżej dwóch tysięcy

Cima delle Pozzette 2132 m.n.p.m.

Góry nas wzywają każdego dnia. I tym razem postanawiamy podążać za tym głosem… pierwsza część roku dała nam się we znaki i nie było okazji do przebywania w górskim otoczeniu. Może stąd tak silna tęsknota za wysokościami. Ciągnie nas w górę, a nawet bardzo w górę – bo celujemy w wysokości przekraczające 2 tysiące metrów: masyw Monte Baldo, bo o nim mowa to chyba najczęstszy cel wędrówek nad jeziorem Garda. Słynny jest ze swej 40 km długości (ciągnie się wzdłuż wschodniego wybrzeża), ale także z dostępności kolejkowej. Najbardziej rozpoznawalna jest kolejka linowa startująca z urokliwego miasteczka – Malcesine. Podobno (bo skorzystaliśmy z innej opcji) dostarcza ona wielu wrażeń – w trakcie jazdy obraca się o 360 stopni. Ta przyjemność w obie strony kosztuje 25 euro (+ extra płatny parking) i przeraża nasze odchudzone inflacją portfele. Duże przewyższenie też nie jest dobrym rozwiązaniem dla moich pleców, dlatego drugą opcją (nie obciążającą tak bardzo naszego budżetu) jest dojazd do startu kolejki Prà Alpesina (objeżdżamy masyw Baldo z drugiej strony). Bilet w obie strony kosztuje 7 euro, a 400 metrów przewyższenia jest zaoszczędzone w nogach. Bez wahania wybieramy tę opcję.

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

W modrzewiowym gaju

 Punta Larici 907 m.n.p.m.

Planując nasze górskie wędrówki postanowiliśmy, że będziemy robili „przekładańca” – na zmianę trasy dłuższe i krótsze – wszak jesteśmy w końcu na urlopie i nie zamierzamy się zajechać do końca. Po wyrypie dnia poprzedniego naturalnym wyborem jest więc coś łatwiejszego. Kierując się tą zasadą wybieramy na nasz kolejny cel szczyt Punta Larici. Wg przewodników oferuje on spektakularny widok na jezioro Garda oraz zbocza po jego wschodniej stronie. Hmmm, czas się o tym przekonać. Tego dnia postanowimy, że podzielimy się jednak wrażeniami – Paulina z Dawidem zamierzają zmierzyć się z jedną z lokalnych ferrat, natomiast nasza trójka Kowalczyków rusza na trekking.

niedziela, 31 lipca 2022

Z widokami na jeziora


Cima d'Oro 1802 m.n.p.m.

Prognozy na ten dzień miały się znacząco poprawić. Wykorzystamy go więc w stu procentach. Dzień wcześniej mieliśmy lekki rozruch, dziś będzie dużo większa dawka aktywności - idziemy w góry! Możliwości są długie i szerokie jak Garda. My wybieramy opcję z nieodległym szczytem, który widać z tarasu naszego apartamentu. Cima d'Oro to szczyt o wysokości powyżej 1800 m.n.p.m. Dzięki historycznym śladom I wojny światowej i bezkresnym widokom wędrówka na szczyt stanowi kwitesencję licznych niespodzianek, jakie kryją szlaki otaczającej  Valle di Ledro. Opisana trasa nie ma żadnych trudności technicznych i niebezpieczeństw, choć jest nieco wymagająca ze względu na przewyższenie jakie trzeba pokonać, a będzie to ponad 1000 metrów. Ciekawe, czy moje plecy przejdą obok tego obojętnie. Dawid stwierdza, że dziś spróbuje swoich sił na rowerze, więc wypożycza go w jednym z wielu możliwych punktów w okolicy. Tym samym nasza czwórka po sytym śniadaniu rozpoczyna podbój górskich szlaków od maleńkiego parkingu w przysiółku La Vale.

czwartek, 28 lipca 2022

Powiało grozą


Strada del Ponale

Po śniadaniu na włoskiej ziemi rozkminiamy co bierzemy na tzw. pierwszy strzał. Opcji jest wiele. Wspólnie postanawiamy, aby ten dzień był na rozruch, wybór wydaje się oczywisty – ruszamy na spacer drogą o wdzięcznej nazwie Strada del Ponale. Jest to jeden z najbardziej uczęszczanych szlaków turystycznych na półwyspie Apenińskim zarówno przez turystów pieszych, jak i rowerowych. Z resztą nie mogło być inaczej. Stara droga dojazdowa biegnąca w skalnych ścianach opadających pionowo do jeziora oferuje niezapomniane przeżycia, w dodatku dostępne dla każdego. Do dzisiaj na trasie można dostrzec wiele historycznych miejsc, a dokładnie ślady po walkach I wojny światowej i upamiętniające te wydarzenia tablice. Dzisiaj ścieżka Ponale łączy Riva del Garda z doliną Ledro. Dopiero około dwadzieścia lat temu, po wybudowaniu tunelu przy Jeziorze Garda, ruch samochodowy na tej pierwszej drodze został zamknięty, a w jej ciągu został wyznaczony szlak pieszo-rowerowy.

niedziela, 24 lipca 2022

Powrót do żywych

Grossglockner Hochealpinstrasse

Po lutowej naprawie kręgosłupa, moja rehabilitantka w końcu oznajmia, że sezon 2022 nie będzie stracony pod warunkiem, że załatwię sobie tragarza (żony zawsze szkoda..). Moje morale rosło z każdą godziną spędzoną na ćwiczeniach, zacząłem planować wyjazd urlopowy z myślą o początku lipca. Od jakiegoś czasu chodził nam po głowie pomysł wyjazdu nad największe włoskie jezioro (zainspirowany przez Zanzi). Garda, bo o niej mowa, ma to do siebie, że jest to połączenie wielu atrakcji. Każdy znajdzie coś dla siebie: góry, woda, rowery, miasteczka - co kto lubi. Postanowiliśmy spróbować. Aby nie było zbyt długiej jazdy za jednym razem (co nie było zbyt dobre dla mnie i mojego kręgosłupa), decydujemy się na dwa etapy: Śląsk i Austria. Tym samym do Pieve di Ledro dojedziemy dopiero trzeciego dnia podróży. W naszą drogę zabieramy z Krakowa Marka (Makak) oraz w Rybniku dosiadają się Paulina (Zanzi) i Dawid (Gruca). Tego dnia nasz emerycki plan przewidywał dojazd w okolice Maishofen. Podróż przebiegała dość sprawnie, aczkolwiek po powrocie do domu czekała nas niemiła niespodzianka. Otóż w skrzynce leżał już sobie list z poleceniem zapłaty mandatu za zbyt długą (aż 1 km) jazdę lewym pasem na autostradzie.

niedziela, 10 września 2017

Grossglockner - nie tym razem


Wysokie Taury - Grossglockner (prawie) 3150 m.n.p.m.

Na parking przy Lucknerhaus dotarliśmy około 3 w nocy. Nie pozostaje nam nic innego, jak wykorzystać te parę godzin na sen przed naszą ambitną wędrówką w górę. Budzimy się przed 8 rano, śniadanie, szybkie pakowanie i ruszamy do góry, bo czeka nas długi dzień. Pogoda na razie sprzyja i nie zapowiada tego, co będzie się działo za kilka dobrych godzin.

piątek, 18 lipca 2014

Wyjazdowa wisienka na torcie



Alpy Glarneńskie - Orstock 2716 m.n.p.m.

Kto przed wyjazdem nie marzył o dostępnym na 2716 m Ortstocku…??? Była to góra, o której mówili wszyscy. Nasza ekipa już pierwszego dnia krążyła wokół Ortstocka, wtedy było jednak zbyt późno i zbyt niebezpiecznie na jego zdobywanie, postanowiliśmy poczekać na lepszy moment. I opłaciło się, zostawiliśmy go sobie na deser dając innym wskazówki co do wyboru trasy

czwartek, 17 lipca 2014

Deszczowo żółtym autobusem


Alpy Glarneńskie - Klausenpass 1952 m.n.p.m.

Nasza polska pogodynka zapowiada jako zmienny. Trochę deszczu (magiczne ilości w milimetrach) i trochę słońca. W środę wieczorem postanawiamy więc, że jak zawsze wychodzimy o 7.00 rano i jedziemy na przełęcz Klausenpass. Słyszeliśmy coś o „żółtym autobusie” o „autobusie pocztowym”, który jeździ tam z Linthal, więc zakładamy, że jakoś tam uda nam się dotrzeć. Droga powrotna pozostaje pod znakiem zapytania, jest kilka pomysłów i wariantów, ustalamy że któryś z nich dopasujemy do możliwości i sił już po przybyciu na miejsce.