Słowenia - Alby Julijskie - Mala Ticarica
Tym razem los wreszcie się do nas uśmiechnął. Po gradobiciu i
ucieczce z wysokości marzyliśmy, żeby choć raz udało się doczłapać do
schroniska bez konieczności walki z pogodą. I sukces był widoczny na tym
górskim horyzoncie – choć sama podróż na miejsce startu miała w sobie nutkę
adrenaliny. Start dzisiejszej wędrówki budził emocje – Planina Blato. Żeby dotrzeć
do znanej planiny, czyli pasterskiej hali, musieliśmy najpierw przeżyć jazdę
busem po wąskiej, krętej drodze, na której dwie osobówki mijają się z trudem, a
nasz kierowca cisnął pojazdem, jakby był na torze Monte Carlo. Z każdą
serpentyną mieliśmy wrażenie, że zaraz spadniemy w przepaść. My w środku
kurczowo łapaliśmy siedzenia, a on… gadał przez telefon i jedną ręką zmieniał
stacje radiowe. Gość miał stalowe nerwy – albo naprawdę wielkie jaja. Barbórce
wcale nie imponowała jego podzielność uwagi, bo każdy podskok na zakręcie
oznaczał, że kierowca lekko zbacza z umownej drogi. Nasza trasa prowadziła
przez kolejne planiny
– te pasterskie hale otoczone górami to miejsca, gdzie od wieków pasterze
wypasali bydło, a dziś wciąż można zobaczyć tradycyjne drewniane chaty i
usłyszeć dzwonki krów. Planiny mają w sobie coś magicznego – niby tylko polany
w górach, a jednak pełne historii, zapachu trawy i takiego sielskiego klimatu,
jakby czas się zatrzymał. Na miejscu wreszcie mogliśmy rozprostować nogi i
ruszyć w trasę.
Pierwszym przystankiem była Planina pri Jezeru – mała, bajkowa polana ze schroniskiem i jeziorkiem, w którym odbijały się okoliczne szczyty. Zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby wypić pysznego słoweńskiego radlerka i złapać oddech.
Dalej szlak prowadził nas na Planinę Dedno Polje – rozległą, pełną drewnianych chat pasterskich i dźwięku dzwonków krów. Znów zapachniało świeżą trawą i dymem z pieców. Teleportowaliśmy się do czasów, kiedy życie w górach toczyło się swoim rytmem – wolniejszym, prostszym.
Kolejna była Planina Ovčarija, na której musieliśmy podjąć decyzję – którędy dalej? Cel był jasny: schronisko przy Dvojno Jezero w Dolinie Siedmiu Jezior Triglavskich. Ale pytanie brzmiało: jak tam dojść? Opcje były dwie – krótsze, ale bardziej strome podejście przez przełęcz Štapce, albo dłuższy, ale spokojniejszy i widokowy trawers przez Prodi.
Po krótkiej naradzie wybraliśmy drugą opcję. Decyzja podyktowana zdrowym rozsądkiem – i chęcią uniknięcia powtórki z górskiego dramatu sprzed kilku dni.
Wreszcie – jest! Schronisko przy Dvojno Jezero przywitało nas gwarą, stukiem sztućców i śmiechem ludzi. Tak wygląda prawdziwa górska baza – zmęczeni turyści, zapach jedzenia i ten specyficzny klimat, w którym obcy ludzie w ciągu kilku godzin zamieniają się w towarzyszy przy stole.
Ale że było jeszcze wcześnie, nie mogłem usiedzieć w miejscu. Motywacji dodawał fakt, że z braku zasięgu nie mogliśmy poinformować rodziny, że bezpiecznie dotarliśmy do schroniska. Postanowiłem podejść na przełęcz Štapce i odbić na pobliski szczyt – Mala Tičarica. Wejście krótkie, a widoki z góry warte każdego kroku. Panorama Alp Julijskich rozciągała się na wszystkie strony, a ja tylko żałowałem, że nie ma tu ze mną Barbórki. Udało się wysłać komunikat do rodziny i mogłem spokojnie wracać do schroniska.
Barbórka w tym czasie, jak zwykle, nawiązała tysiąc nowych znajomości – w szczególności z interesującą młodą Paryżanką, która przykuła jej uwagę notując coś cały wieczór w zeszycie. A wieczór? Typowo schroniskowy: obfity obiad, piwo, trochę wina i rozmowy z innymi turystami, którzy tak jak my mieli w oczach mieszankę zmęczenia i euforii. A potem nocleg – ośmioosobowa sala, twarde materace, chrapanie sąsiada zza ściany. Komfort? Żaden. Klimat? Bezcenny. Poranek przywitał nas rześkim powietrzem i hukiem helikoptera dostarczającego jedzenie do schroniska. Śmialiśmy się, że oto przybyło nasze śniadanie. Obsługa schroniskowa miała bardzo sprawny system, uwijali się tak szybko, że około 9 byliśmy gotowy, by ruszyć w drogę powrotną (tą sama trasą). Pogoda nadal była łaskawa – słońce przebijało się mocniej, oświetlając pasma gór i doliny. Te same planiny, które dzień wcześniej widzieliśmy w lekkim półcieniu, teraz wyglądały jeszcze piękniej – jakby chciały nam wynagrodzić wszystkie wcześniejsze przygody z burzami.
Do busa wsiedliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Tym razem bez fatum – udało się spędzić noc w schronisku i to w jednym z najpiękniej położonych w Alpach Julijskich. Pozostało nam tego dnia jeszcze przetransferować się na kolejny camping, który będzie nas gościł przez najbliższe trzy noce. Soriska Planina przywitała nas ciut niższą temperaturą – wszak jest położony na 1.200 m.n.p.m.
Pierwszym przystankiem była Planina pri Jezeru – mała, bajkowa polana ze schroniskiem i jeziorkiem, w którym odbijały się okoliczne szczyty. Zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby wypić pysznego słoweńskiego radlerka i złapać oddech.
Dalej szlak prowadził nas na Planinę Dedno Polje – rozległą, pełną drewnianych chat pasterskich i dźwięku dzwonków krów. Znów zapachniało świeżą trawą i dymem z pieców. Teleportowaliśmy się do czasów, kiedy życie w górach toczyło się swoim rytmem – wolniejszym, prostszym.
Kolejna była Planina Ovčarija, na której musieliśmy podjąć decyzję – którędy dalej? Cel był jasny: schronisko przy Dvojno Jezero w Dolinie Siedmiu Jezior Triglavskich. Ale pytanie brzmiało: jak tam dojść? Opcje były dwie – krótsze, ale bardziej strome podejście przez przełęcz Štapce, albo dłuższy, ale spokojniejszy i widokowy trawers przez Prodi.
Po krótkiej naradzie wybraliśmy drugą opcję. Decyzja podyktowana zdrowym rozsądkiem – i chęcią uniknięcia powtórki z górskiego dramatu sprzed kilku dni.
Wreszcie – jest! Schronisko przy Dvojno Jezero przywitało nas gwarą, stukiem sztućców i śmiechem ludzi. Tak wygląda prawdziwa górska baza – zmęczeni turyści, zapach jedzenia i ten specyficzny klimat, w którym obcy ludzie w ciągu kilku godzin zamieniają się w towarzyszy przy stole.
Ale że było jeszcze wcześnie, nie mogłem usiedzieć w miejscu. Motywacji dodawał fakt, że z braku zasięgu nie mogliśmy poinformować rodziny, że bezpiecznie dotarliśmy do schroniska. Postanowiłem podejść na przełęcz Štapce i odbić na pobliski szczyt – Mala Tičarica. Wejście krótkie, a widoki z góry warte każdego kroku. Panorama Alp Julijskich rozciągała się na wszystkie strony, a ja tylko żałowałem, że nie ma tu ze mną Barbórki. Udało się wysłać komunikat do rodziny i mogłem spokojnie wracać do schroniska.
Barbórka w tym czasie, jak zwykle, nawiązała tysiąc nowych znajomości – w szczególności z interesującą młodą Paryżanką, która przykuła jej uwagę notując coś cały wieczór w zeszycie. A wieczór? Typowo schroniskowy: obfity obiad, piwo, trochę wina i rozmowy z innymi turystami, którzy tak jak my mieli w oczach mieszankę zmęczenia i euforii. A potem nocleg – ośmioosobowa sala, twarde materace, chrapanie sąsiada zza ściany. Komfort? Żaden. Klimat? Bezcenny. Poranek przywitał nas rześkim powietrzem i hukiem helikoptera dostarczającego jedzenie do schroniska. Śmialiśmy się, że oto przybyło nasze śniadanie. Obsługa schroniskowa miała bardzo sprawny system, uwijali się tak szybko, że około 9 byliśmy gotowy, by ruszyć w drogę powrotną (tą sama trasą). Pogoda nadal była łaskawa – słońce przebijało się mocniej, oświetlając pasma gór i doliny. Te same planiny, które dzień wcześniej widzieliśmy w lekkim półcieniu, teraz wyglądały jeszcze piękniej – jakby chciały nam wynagrodzić wszystkie wcześniejsze przygody z burzami.
Do busa wsiedliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Tym razem bez fatum – udało się spędzić noc w schronisku i to w jednym z najpiękniej położonych w Alpach Julijskich. Pozostało nam tego dnia jeszcze przetransferować się na kolejny camping, który będzie nas gościł przez najbliższe trzy noce. Soriska Planina przywitała nas ciut niższą temperaturą – wszak jest położony na 1.200 m.n.p.m.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Napisz nam proszę co o tym sądzisz :)