Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włochy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 grudnia 2025

Górski finał z widokiem na alpejskie kolosy

 

 

Alpy - Monte Spalavera 1534 m.n.p.m.

Ostatni dzień naszego włoskiego wypadu postanowił wejść na scenę z przytupem. Zamiast leniwego cappucio nad brzegiem jeziora wybieramy górskie panoramy, szczyty i trekking, który miał być dłuższy niż ten z dnia pierwszego (ale równie przyjemny). No i był! Natura potrafi być łaskawa. Pogoda tego dnia robiła za idealnego hosta: zero wiatru, zero chmur, temperatura grubo powyżej 15 stopni, a całość doprawiona jesiennymi kolorami. Listopad w Polsce? Deszcze, wichura, suszarka do liści? Tu? Pocztówka z raju. Parking znajdował się dosłownie rzut beretem od miejsca, gdzie dwa dni wcześniej zjechaliśmy zipline’em – więc kierowca i autko znali już każdy z tysiąca zakrętów, które spotyka się na tych włoskich serpentynach. Silnik jęknął parę razy, ale generalnie zachowywał się dzielnie, jakby mówił: „Ech, znowu to samo, dam radę”. Na parkingu stał tylko jeden samotny samochód – znak, że nie będzie tłumów i przepychanek o widoki. Ruszamy więc śmiało na podbój Monte Spalavera (1534 m n.p.m.).

czwartek, 4 grudnia 2025

Włosko-szwajcarskie impresje

 

Lago Maggiore - Cannobio, Locarno

Prognozy się sprawdzają — od rana niebo jest tak błękitne, że przy śniadaniu zastanawiamy się, czy w nocy Włosi nie przemycili na niebo filtru z Instagrama. Widoczność? O wiele lepsza niż dzień wcześniej: góry wyraźne, jezioro lśniące, a powietrze pachnące jak reklama mięty. Plan zakładał trekking na okoliczne szczyty, ale… wpadła nam do głowy myśl: „Najpierw kawa i włoskie miasteczko — dopiero potem heroiczne spacery.” I tak wyruszyliśmy do uroczego Cannobio, około godzinę jazdy od Stresy w kierunku Szwajcarii. Ta godzina jazdy wystarczyła, by w głowie wyklarował się plan na cały dzień (o tym później), ale najpierw — samo miasteczko. Cannobio to takie miejsce, gdzie każda kamienica wygląda, jakby właśnie wróciła z sesji u malarza wnętrz. Kolorowe fasady, wąskie uliczki, kawałki gór majaczące w tle i jezioro, które robi za fotograficzny stół odbitkowy. Idealne na leniwy spacer i zderzenie się z prawdziwym klimatem Lago Maggiore. Atrakcje? Jest ich sporo:

·         klimatyczna Promenada Vittorio Emanuele III,

·         kolorowe nadbrzeżne kamienice,

·         romantyczne zaułki starego miasta,

·         oraz najsłynniejszy punkt… Santuario SS. Pietà

środa, 3 grudnia 2025

Łyk adrenaliny i historia z I wojny światowej

 

 Alpy Ticzyńskie - Monte Morissolo 1311 m.n.p.m.
 
Lądujemy w Mediolanie, tym razem na lotnisku Malpensa, odbieramy nasze wypożyczone cacko — Hyundai i10 — i  zaczynamy podróż nad Lago Maggiore i rozpoznanie nowego dla nas regionu. Zapraszamy do Piemontu… Ale hola, hola, nie tak łatwo. Akurat w dzień przylotu zaczyna się Lago Maggiore Maraton. Serio? — natura natychmiastowo rzuca nam kłody pod nogi (albo zakręty pod koła). Albo… Marek, który nam towarzyszy, jak magnes przyciąga jakieś sportowe akcje podczas pobytu… co my już wspólnie nie przerabialiśmy: wyścigi kolarskie, triathlony teraz maraton. To co następne? Rajd WRC – ocho Sardynia się kłania… Nasz plan zakładał spokojny przejazd nad Maggiore, nocleg w uroczej Stresie bez stresu. Jednak w górskie serpentyny nas wzywają. Akcja jak w serialu z gatunku survival: mały silnik, wąskie zakręty, strome podjazdy — i choć małe i10 nie jest monster truckiem, dawał radę, skrzypiąc i sapiąc, dzielnie kręcił pod górę. Maraton lekko modyfikuje nam plany. Z pomocą uśmiechniętych panów z Polizia skręcamy w stronę Aurano, bo tam czeka nas pierwsza atrakcja — Lake Maggiore Zipline (czyli „tyrolka Lago Maggiore”). To nie byle jaka zjeżdżalnia na linie: lina stalowa ma aż 1850 metrów długości, zawieszona jest na wysokości około 350 m nad ziemią. Zjazd trwa około 90 sekund (czyli półtorej minuty czystej adrenaliny), a prędkość potrafi przekroczyć 120 km/h. Startuje się z Pian d’Arla (na wysokości około 1307 m n.p.m.), a meta to Alpe Segletta (ok. 960 m n.p.m.). Barbórka lekko nerwowo stoi w koleje i pyta co chwilę: – „A na pewno to jest bezpieczne?”,  „A na pewno hamuje samo?”,  „A czy kolejka jest sprawdzana…?” Pan z obsługi ze stoickim włoskim spokojem włącza muzykę i przygotowuje nas do startu. 3-2-1 i zjazd….

środa, 1 października 2025

Kanin odwołany, czyli witaj Sella Nevea!

Dolomity Friulijskie - Sella Leupa

Plan na dziś był tak prosty, że aż podejrzany: wjeżdżamy kolejką na Kanin – najwyżej położony ośrodek narciarski w Słowenii, potem szybki marsz, parę zdjęć i voilà – szczyt zdobyty. Ale wiecie, jak to jest z naszymi planami. Rzeczywistość tylko zerka z boku i mówi: „potrzymaj mi piwo”. Kolejka? Nieczynna. Od miesięcy. Bo Włosi i Słoweńcy nie mogą się dogadać, kto ma włączać guzik „ON”. Efekt: Kanin poległ szybciej niż moja noworoczna obietnica biegania trzy razy w tygodniu. Na szczęście mieliśmy plan awaryjny. A brzmi on bardzo ładnie: Sella Nevea po włoskiej stronie granicy. Tam kolejka działa (ale tylko jeden poziom), aż miło. 18 euro za osobę obie strony (czyli w sumie pizza i cappuccino, które moglibyśmy za to mieć, ale nie przy opłacie na Kasprowy, to jakby groszowe sprawy). Wjeżdżamy na 1850 m n.p.m., prosto pod Rifugio Gilberti – schronisko z historią. Powstało jeszcze w latach 30. XX wieku i nazwano je na cześć Giovanniego Gilberti, włoskiego inżyniera i działacza alpejskiego. Podczas II wojny światowej okolica była punktem strategicznym, pełnym bunkrów i umocnień, które do dziś można znaleźć w skałach. A teraz? Największym „umocnieniem” jest kawa i taras z widokiem. Bezchmurne niebo, zero wiatru, powietrze pachnie wapiennymi skałami i… espresso. No bo jak wyruszyć w góry bez kofeiny? Więc siadamy. Cappuccino pierwsze. Potem drugie. Góry od razu wydają się piękniejsze, a nasze nogi – dziwnie lżejsze (placebo- level hard). Kanin odpadł, ale jest plan B2: Monte Forato – szczyt z charakterystycznym oknem skalnym, przez które można zajrzeć jak przez wizjer w drzwiach sąsiada.

wtorek, 30 września 2025

Dzień włoskiego Matajur – gdzie Bieszczady spotykają się z Alpami

 

Alpy Julijskie - Matajur
Po dwóch dniach city breaku (czytaj: włóczenia się po wąskich uliczkach, udawania znawców architektury i wciskania w siebie wszystkiego, co miało choć cień mozzarelli na sobie) nabraliśmy nowych sił. A jak człowiek naładuje baterie pizzą i kawą, to od razu ciągnie go z powrotem w góry. No bo ileż można patrzeć na morze, skoro tam w tle wciąż kuszą szczyty? Zostajemy jeszcze na włoskiej ziemi. Jedziemy przez równiny Wenecji Julijskiej – płasko jak stół, tylko gdzieś daleko majaczą zębate krawędzie Alp. Ale im bliżej granicy, tym więcej serpentyn i tym głośniej jęczy nasz dzielny S-Max, który udaje, że jest górskim potworem. Kilkaset metrów w pionie, niezliczona ilość zakrętów, kilka głębokich westchnień pasażerów i nagle – jesteśmy przy Rifugio Pelizzo. Schronisko otwarte, więc grzechem byłoby nie wpaść na kawę. A że była tak dobra, to wjechały dwie. W końcu góry bez kofeiny nie smakują tak samo. Zresztą, już samo picie espresso na tarasie z widokiem na Adriatyk to doświadczenie, które spokojnie mogłoby być sprzedawane jako luksusowe spa dla duszy. Człowiek zastanawia się, czy ta kawa rzeczywiście jest tak pyszna, czy po prostu powietrze przefiltrowały góry i podają ją tu z dodatkiem czystego zachwytu.

poniedziałek, 29 września 2025

Na styku kultur i wyśmienitej kawy

 

Triest
Po wybornej nocy na kempingu, który swoją drogą jest bardzo fajny i przemyślany i utrzymany w klimacie eko-farmy, postanawiamy, że ten dzień spędzimy w Trieście. Skoro jesteśmy blisko, a nigdy tu nie byliśmy, to nie ma się nad czym zastanawiać. Pogoda wyborna. Zapowiada się piękny dzień. Decyzja – ruszamy. Jestem odpowiedzialny za usługi transportowe i parkingowe. Udaje się znaleźć bardzo duży i wygodny parking, który kosztuje, ale cena jest dużo bardziej atrakcyjniejsza niż w niektórych słoweńskich miastach. Triest, a po włosku Trieste położony jest nad zatoką Triesteńską, bogaty w zabytki i jeden z najpiękniejszych placów w Europie (naszym skromnym zdaniem). Jesteśmy dziś w roli prawdziwego miejskiego turysty, ruszamy więc na jego podbój. Spacer rozpoczynamy od wspinaczki na wzgórze San Giusto, które jest całkiem niezłym punktem widokowym, ale także miejscem o dużym ładunku historycznym. Wchodzimy najpierw przez Scala dei Giganti, a potem po stopniach aż naszym oczom ukazuje się Monumentu ai Caduti – pomnik wojenny, na którym widniej napis, który oznacza przejście spod kontroli austriackiej pod włoską. Pomnik jest sygnaturą poległych w I wojnie światowej, upamiętnia ich także wiele tablic wyłożonych w otaczającym go parku. Czuć powagę tego miejsca. Wzgórze San Giusto oferuje nie tylko militarne atrakcje. Znajdziemy zamek San Giusto, który dominuje nad całym miastem. Nie wchodzimy do środka, ale zdobywamy internetowe wieści: podobno najciekawszą architektoniczną zagadką są bastiony zamku, które powstawały w różnych okresach. Są też różne, bo projektowano je z myślą o różnych zagrożeniach. Prace nad zamkiem zakończono w 1636 roku, a do 1750 w jego murach stacjonował dowódca wojsk austriackich. Potem zaś obiekt służył jako więzienie. Obok zamku znaleźć można też ślady antyczne. A dokładnie ruiny antycznej bazyliki, które archeolodzy odkryli podczas budowy pomnika. W pobliżu zamku znajduje się też muzeum archeologiczne.

niedziela, 9 czerwca 2024

Bombetta po apulijsku


To już jest ostatni dzień naszego świątecznego wyjazdu do pięknej i słonecznej Apulii. Mamy cały dzień na zwiedzanie i zastanawiamy się, jak zagospodarować ten czas. Internety polecają małe miasteczko do zobaczenia, które nie jest podobno pierwszym wyborem…  a my takie właśnie lubimy. Mowa jest o Cisternino, które leży w sercu wspominanej już Doliny Itria. W okolicy znajdują się liczne ścieżki spacerowe i rowerowe, które prowadzą przez malownicze krajobrazy pełne winnic, gajów oliwnych i drzew figowych. Jednym z unikalnych doświadczeń kulinarnych w Cisternino są tzw. "macellerie con cucina" - rzeźnie z kuchnią. W tych miejscach można wybrać świeże mięso, które następnie jest przyrządzane na miejscu. Jest to prawdziwy przysmak dla mięsożerców. Ulegamy tej pokusie. Rozpoczynamy nasz spacer od…. a jakże starego miasta i od razu uderza w nas biel ścian. Dodatkowo mocne słońce potęguje efekt. W nasze oczy rzucają się malowane sentencje na ścianach oraz małych huśtawkach rozwieszonych nad wąskimi uliczkami. Pomysł na nie narodził się w 2021 roku w związku z niestabilną sytuacją wywołaną zamykaniem ludzi w domach. Głównym celem stało się przywrócenie spokoju i radości z życia mieszkańcom i powoli wracającym turystom. Kluczymy po ciasnych korytarzach pomiędzy pięknie zdobionymi balkonami, łukowatymi łączeniami i kamiennymi schodami. Dochodzimy na jeden z setek w całych Włoszech plac Garibaldiego skąd można podziwiać szeroki widok na Dolinę Itria. Giuseppe Garibaldi był włoskim generałem, patriotą i jedną z kluczowych postaci w procesie zjednoczenia Włoch. Znany jako "Bohater Dwóch Światów" za swoją walkę zarówno w Ameryce Południowej, jak i w Europie, Garibaldi pozostawił trwały ślad w historii. Jest uważany za jednego z ojców założycieli nowoczesnych Włoch.

piątek, 17 maja 2024

Ostuni i czas na "plażing"


Ostuni, Torre Guacetto

I nastała świąteczna Niedziela Wielkanocna, tym samym tradycyjne polskie śniadanie wielkanocne w okrojonej wersji ląduje w naszych brzuchach. Tym razem planujemy tylko jedno miasto do zobaczenia w trybie slow. Ostuni, zwane "Białym Miastem", to jedno z najpiękniejszych i najbardziej charakterystycznych miast w regionie Apulia. Położone na trzech wzgórzach w pobliżu Adriatyku, Ostuni zachwyca swoimi bielonymi domami, wąskimi uliczkami i zapierającymi dech w piersiach widokami na okoliczne krajobrazy. Stare Miasto w Ostuni to standardowy labirynt wąskich, krętych uliczek, które prowadzą nas do malowniczych placów, ukrytych zaułków i tarasów widokowych. Charakterystyczne białe domy, ozdobione kwiatami i wąskimi schodkami sprawiają, że przenosimy się w czasie. Dominującym punktem Starego Miasta jest imponująca Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zbudowana w XIII wieku w stylu romańsko-gotyckim. Jej fasada wyróżnia się pięknymi rozetami i misternie zdobionymi portalami. Wnętrze katedry zachwyca bogatymi dekoracjami i freskami. Mogliśmy te wszystkie cuda malarstwa i architektury podziwiać w czasie mszy, w której uczestniczyliśmy.

Śladami Bonda

 

 Gravina in Puglia, Matera

Trochę niewyspani budzimy się w ten słoneczny i piękny dzień. W agendzie mamy kolejne dwa miasta, które są warte zobaczenia. Będą to kolejno ósme i dziewiąte – idziemy na rekord! Prognozy zapowiadały bezchmurne niebo i jakże jesteśmy zdziwieni, że słońce jakoś niechętnie przedziera się przez „dziwną” mgłę, która nie sięga nawet powierzchni ziemi. Ale czas ruszyć ku przygodzie i realizować plan. Zanim jednak rozpoczniemy nasz trip robimy zakupy na Niedzielę Wielkanocną. Pobliski Lidl robi nam za dostawcę niezbędnych produktów (tzw. „biedra” w Italii jest chyba nieznana). Za namową naszej gospodyni, skoro będziemy w pobliżu Matery, na naszej liście jest także pobliska Altamura i tajemnicza rzekoma „knajpa” jej znajomego z przepysznymi serami własnej produkcji i oczywiście koniecznie mamy się na nią powołać – jako najlepsi znajomi. Ale zanim odwiedzimy Materę zaglądamy do nieodległego miasteczka Gravina di Puglia. Miasto to jest nieodkrytą perłą Apulii. Określana jest mianem „małej Matery”, leży bowiem nad tym samym wąwozem co słynne miasto wykute w skale. Gravina to malutkie miasteczko z dala od wszystkiego, w którym w dalszym ciągu czuć ducha biegnącej historii, a także miejsce narodzin papieża Benedykta XIII, którego pomnik znajduje się przy katedrze Santa Maria Asunta.

poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Save water - drink Apulia wine


Apulia - Bari
To był urlop inny niż wszystkie nasze urlopy do tej pory. Zazwyczaj wybieraliśmy typowo górskie kierunki, ponieważ lubimy się porządnie zmęczyć. Jednak tegoroczny okres wielkanocny postanowiliśmy spędzić w nizinnych warunkach. Po krótkim rozpoznaniu dostępnych destynacji, która nie pozbawi nas majątku, decydujemy się na włoską Apulię. Italia wzywa!!! Apulia to pas południowo-wschodniego wybrzeża Adriatyku od Półwyspu Gargano na północy do Morza Jońskiego na południu. Znaczną część Apulii zajmują pagórkowate równiny, nizina Tavoliere i wyżyna Le Murge. Region ten jest głównym terenem rolniczym Włoch a specjalizują się tutaj w uprawie winorośli, oliwek i lnu. Naszym miejscem do odpoczynku po całodniowych wojażach będzie pięknie położony dom u przemiłego włoskiego małżeństwa na przedmieściach Bari. Naszego wylotu nie zatrzymała nawet gęsta mgła nad modlińskim lotniskiem i gdy tylko łaskawie po dwóch godzinach czekania w samolocie się podniosła, pilot włączył drugi bieg i przeniósł nas do ciepłej i słonecznej Italii. Tak przynajmniej miało być... Po wylądowaniu przywitał nas chłód i deszcz – takie przywitanie. Odbieramy nasze autko i nowiuśkim Renault Clio ruszamy na zwiedzanie stolicy regionu – Bari. No i się zaczyna. Południowy temperament kierowców przyprawia mnie o „skręt kiszek”. Dla nich przepisy ruchu drogowego to chyba tylko pewna sugestia a kierunkowskazy to niepotrzebny gadżet. Na ten temat można napisać doktorat.

czwartek, 25 maja 2023

Bergamo - bez planu

 Bergamo

Ostatni dzień to powrót do Bergamo. Lot dopiero wieczorem, więc mamy cały dzień na doświadczanie Bergamo. Bagaże zostawiamy w skrytce na dworcu autobusowym i ruszamy w stronę starówki. Dziś świąteczna niedziela. Wchodzimy do kościoła – okazuje się, że uroczystości właśnie się rozpoczynają, więc zostajemy. Biskup wychodzi do ludzi, robi sobie zdjęcia. No celebryta normalnie. Ponieważ byliśmy już kiedyś w Bergamo na kilka dni, znamy to miasto i tym razem nie mamy żadnego planu zwiedzania.

Bossico rządzi się swoimi prawami

 Monte Colombina 1458 m.n.p.m.

Ten dzień będzie rządził się swoimi prawami. W końcu nazwa tej uroczej małej miejscowości (może nawet wioski) zobowiązuje – jedziemy do Bossico, a stamtąd ruszamy w górę – a dokładnie na Monte Colombina. Oferuje ona spektakularne widoki na jezioro, na które liczymy. Słoneczny poranek zwiastuje, że będzie przyjemnie. Ale zanim ruszymy na szlak, po raz kolejny korzystamy z komunikacji miejskiej i aż w ilości 4 sztuk wsiadamy do lokalnego autobusu (linia L). Poza naszą dwójką towarzyszą nam dwie przemiłe dziarskie starsze panie, które jadą do Bossico odwiedzić swoje rodziny na święta. Całą drogę przysłuchujemy się ich rozmowie. Są bardzo energiczne i uśmiechają się do nas szeroko. Jazda autobusem robi się coraz ciekawsza – wspinamy się coraz wyżej i jak to zawsze we Włoszech (chyba nie znamy regionu o prostych drogach) serpentyny i zwężenia to tutejsza specjalność. Kierowca rządzi! Docieramy do miejsca docelowego – ostatni przystanek na trasie.

wtorek, 23 maja 2023

Pochmurna stolica regionu

 Reserva Naturale Torbiere del Sabino

Skoro mamy już przećwiczony transport publicznymi środkami transportu, a pogoda ma być dobra, ale bez szału – wybór pada na zwiedzanie miasteczka Iseo i tamtejszej atrakcji, czyli rezerwatu przyrody – Reserva Naturale Torbiere del Sabino. Dzień nie może rozpocząć się od znanego już rytuału, czyli porannej kawy i ciasteczka na stacji kolejowej. Prom dopływa do Pisogne o czasie, więc oczekując na pociąg trzeba wzmocnić się prawdziwą włoską kawą i tradycyjnie podpisać zakupione bilety. Jak zna się już cały proces – to aż zabawne jak można cieszyć się tak drobnymi zadaniami – dolce vita to nie jest pusty slogan to styl życia i my się w nim łatwo zanurzamy, jak w maśle. Bez żadnych problemów docieramy do Iseo pociągiem i rozpoczynamy wędrówkę po rezerwacie (torfowiska, mokradła), licząc na obserwację ciekawych ptasich gatunków.

wtorek, 16 maja 2023

Największa w swojej kategorii


Monte Isola

Jako, że mamy czwartek to dla włoskiej ludności oznacza ferie świąteczne i promy pływają jakoś inaczej – do tej pory nie możemy się w tym do końca połapać (lokalsi też nie). Bo jest opcja dni pracujących, dni pracujących-szkolnych, od poniedziałku do soboty, ale tylko w dni nauki szkolnej, dodatkowo są okresy świąteczne – tzn. tylko dla uczniów, bo wtedy w naszym wypadku obowiązuje rozkład już w Wielki Czwartek, ale wtedy też jest normalny dzień pracujący dla dorosłych czyli "fermata" czy nie „fermata” o to jest pytanie? Niby to ogarniamy, jak mówi dzisiejsza młodzież. Ale nie pytajcie nas co i jak– to trzeba przeżyć! Ważne, że udało się wypłynąć na podbój największej wyspy w Europie, która jest położona na jeziorze. Monte Isola, bo o niej mowa, to dokładnie ta sama wyspa, o której cytując klasyka: "Król Jan III Sobieski podczas odsieczy wiedeńskiej w 1683 mówił… niewiele, a nawet wcale" (klasyk w stylu Pana Makłowicza). Ale swoją prawdziwą popularność i oblężenie zyskała dzięki instalacji specjalnego pomostu pomiędzy Sulzano a Peschierą. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest festiwal kwiatów w święto podwyższenia krzyża. A wszystko zaczęło się na początku XIX wieku.

czwartek, 11 maja 2023

Sentiero del panchina

 San Defendente

My to zawsze musimy zrobić wszystko na odwrót. Zamiast rozruszać się jakimś lekkim trekkingiem, to od razu z grubej rury. Efekt tego taki, że następnego dnia wstaje się ciężko, ale mimo to z uśmiechem bo i pogoda ma być lepsza. Spać trzeba szybko lub nie spać, bo zwiedzać. Za namową Iny wybieramy się na wzgórze, gdzie stoi Chiesa di San Defendente. Ale zanim swoje nogi postawimy na tym zjawiskowym balkonie widokowym nad Lago Iseo wsiadamy w autobus jadący do Salto Colina. W miejscowości tej stykamy się z przyjacielskim pozdrowieniem grupy mieszkańców. Wchodząc do kawiarni na poranną (jak z reklamy) "prawdziwą włoską kawę", lokalsi widząc, że my turyści pytają czy "JUVE"? a ja co nieco interesujący się piłką kopaną odpowiadam: ATALANTA! I ta ich euforia i przytulanie. Po tej pysznej kawie ruszamy w trasę.

wtorek, 9 maja 2023

Rześka włoska wiosna

 Punta Almana 1390m.n.p.m.

Drugiego dnia rozkoszując się typowym włoskim śniadaniem (ser Provolone i inne takie smakołyki) rozkminiamy jak się dostać do Sale Marasino. Będąc nad Iseo bez auta trzeba wybierać cele, które są dobrze skomunikowane. Jest to pewne utrudnienie, ale dla chcącego nic trudnego. Wzdłuż wschodniego wybrzeża jest linia kolejowa, a pociągi jeżdżą mniej więcej co godzinę. Wystarczy więc dostać się do sąsiedniego Pisogne i to wszystko. Ale żeby nie było zbyt łatwo poranne promy do tej miejscowości występują w liczbie aż dwóch (no i jeszcze trzeba dobrze rozeznać się w rozkładzie – bo a to dni szkolne, a to dni powszednie – i tutaj nie ma znaku równości, do tego święta w sobotę, święta w niedzielę…. Rozkład po prostu bajka). Ciekawa jest też opcja biletowa na pociąg. Bilet kupuje się w przydworcowych kawiarniach przy okazji degustacji kawy. Mało tego – jak się dowiadujemy na chwilę przed odjazdem, należy na tym bilecie własnoręcznie podpisać miejsce startu, czyli stację, z której się odjeżdża oraz datę i godzinę odjazdu – bez tego bilet jest nieważny (czyli odręczna walidacja). Gdy po tych wszystkich przeszkodach komunikacyjnych wysiadamy w w/w Sale Marasino wystarczy „tylko” wejść na górę, zejść, wsiąść w pociąg, potem złapać prom powrotny do Lovere i jesteśmy w domu. Ale to byłoby zbyt proste.

Nieśpiesznie przez Castro i Lovere


 Castro i Lovere

Tegoroczny przedświąteczny czas postanowiliśmy spędzić inaczej – w podróży. Spośród kilku propozycji wybraliśmy tydzień nad malowniczym włoskim Lago Iseo. Spośród czterech wielkich jezior włoskich Iseo jest najmniejsze, choć urokiem może konkurować z największą Gardą. Bardzo polubiliśmy połączenie gór i wody, więc pobyt  w takim miejscu to strzał w dziesiątkę. Lecimy samolotem, tym samym na miejscówkę noclegową wybieramy dobrze skomunikowane zabytkowe Lovere położone na północnym brzegu jeziora. Lovere słynie ze stosunkowo dużej liczby zabytków. Przy głównym miejskim deptaku znajdują się zabytkowe pałace. W centrum warto odwiedzić kościół San Giorgio zbudowany w XIII wieku oraz znacznie większy kościół Santa Maria Valvendra zbudowany w 1473 roku i pięknymi freskami. Wśród obiektów sakralnych wyróżnia się również Suore di Carita (wewnątrz także niesamowite freski). Poza zabytkowymi kościołami znajduje się tu duży port jachtowy oraz dwie mniejsze przystanie. Podobnie jak w innych miejscowościach położonych nad jeziorem, również w Lovere na turystów czeka nadmorski bulwar z urokliwymi restauracjami i barami oraz zabytkowa starówka.

piątek, 12 sierpnia 2022

W kierunku południowym


 Sirmione, Padwa

Powoli kończy się nasza przygoda z jeziorem Garda. Zmieniamy lokalizację w kierunku morza i granicy ze Słowenią. Ale zanim tam dojedziemy, po drodze zaglądamy na drugą stronę jeziora – a tam czeka już słynne Sirmione, czyli południowy brzeg Gardy. Zostawiamy samochód na dużym parkingu. Miejsce szczęśliwie na nas czeka. Sirmione znajduje się na cyplu otoczonym jeziorem z trzech stron. Uznawane jest za najbardziej ekskluzywny kurort nad Gardą, co niesie ze sobą zjawisko dużej komercji. I to się naszym zdaniem potwierdza. Ale zobaczyć warto, bo wejście na stare miasto wyznacza brama i rozpoznawalny zamek Scaligero (ten sam włoski ród, który zarządzał zamkiem w Malcesine). Zamek miał strzec dostępu do miasta, pochodzi z XIII wieku. Przechodzimy przez most Pontelevatoio di Sirmione. Ku naszemu zdziwieniu przejeżdżają przez niego także samochody, ale mogą to robić tylko rezydenci starówki i osoby posiadające rezerwacje noclegu na tym obszarze.

wtorek, 9 sierpnia 2022

Miasteczkami też nie (po)Gardzimy

Riva del Garda, Malcesine, Limone sul Garda

Góry, góry, ale kiedyś trzeba zejść też na ziemię, a dokładnie na wysokość jeziora, czyli 60 m n.p.m. Zachęceni opowieściami Pauliny i Dawida decydujemy się na zwiedzanie urokliwych miasteczek położonych nad samą Gardą, a przy okazji nogi mają szansę odpocząć – no może tylko trochę, ale zawsze coś. Cytując Makaka, na początku dzisiejszej opowieści warto podać „nieciekawą ciekawostkę” kształtującą kontekst. Otóż, objeżdżając jezioro Garda przekracza się aż trzy włoskie regiony: Trydent (Trentino), Lombardię i Veneto (Wenecję Euganejską). To z kolei otwiera duże możliwości poznawcze w obszarze kultury, historii, a nawet jedzenia! Istny tygiel, a jedno jezioro. Ale po kolei. Najbliżej mamy do uroczego Riva del Garda, czyli północnej bramy otwierającej się na Gardę. Jesteśmy w regionie Trydent, gdzie dominują dwa silne nurty: włoski i austriacki. Budynki tego miasta pamiętają wiele – sama Riva należała do wielu krajów/rządów/władców. Swoje korzenie ma już w czasach rzymskich. Walczyły o nią zwaśnione włoskie rodziny. Ale przez Rivę przechodziły także wojska Napoleona i Garibaldiego (cesarza Austro-Węgier). Pierwszy raz przyłączono te ziemie do Włoch na mocy traktatu wersalskiego (1918 r.), a język niemiecki jest tutaj równie wszechobecny, jak włoski. Riva wyróżnia się arkadowym placem Piazza III Novembre usytuowanym bezpośrednio nad malowniczym nadbrzeżem, gdzie kotwiczą statki wycieczkowe. Piazza III Novembre, stanowi główny plac miasta, a swoją nazwą upamiętnia dzień zdobycia Rivy przez włoskie wojsko.

sobota, 6 sierpnia 2022

Górska misja

 Monte Misone 1803 m.n.p.m.

Na ostatni dzień naszych górskich wędrówek wybieramy szczyt Monte Misone. Poprzedniego dnia trochę oszczędzaliśmy siły, korzystając z kolejki, dlatego na koniec chcemy dać do pieca – w końcu jutro szykuje się dzień restowy. Dziś także dzielimy się na dwie grupy – Paulina z Dawidem robią podejście nr 2 do ferraty dlatego uprzednio podrzucamy ich do miasteczka Ballino, gdzie początek ma ferrata „Signora delle Acque”. My sami swoją wędrówkę zaczynamy kawałek za Rifugio San Pietro – podjeżdżamy drogą ile się da i na końcu zostawiamy samochód. Mimo, że nasz cel liczy „jedynie” 1803 m. n. p. m. - co porównywalne może być choćby do naszej Babiej Góry czy Tatr Zachodnich – należy pamiętać, że do pokonania jest około 900 metrów przewyższenia, co znacząco odczujemy.