Lofoty - Reinebringen 448 m.n.p.m.
Sobota była naszym czwartym dniem
na Lofotach. I właśnie na ten dzień zaplanowaliśmy wejście na Reinebringen –
szczyt, który dla wielu turystów jest niemal obowiązkowym punktem wizyty na
archipelagu. To jedno z tych miejsc, które widzi się na setkach zdjęć jeszcze
przed przyjazdem. Charakterystyczna panorama Reine, rozsypanych po morzu
wysepek i otaczających je szczytów jest prawdopodobnie najczęściej
fotografowanym widokiem na całych Lofotach. Dlatego od początku wiedzieliśmy
jedno. Na Reinebringen nie wchodzi się przy byle jakiej pogodzie. A pogoda od
samego rana próbowała nas przekonać, że może jednak warto zostać na campingu.
Wiatr szalał z zaangażowaniem. Podmuchy momentami przypominały bardziej próbę
przestawienia człowieka w inne miejsce niż zwykły morski wiaterek. Tym razem
wykazaliśmy się jednak zaskakującą dawką rozsądku. Zamiast pędzić na szlak od
samego rana, postanowiliśmy poczekać. W końcu czerwiec na Lofotach ma swoje
prawa. Tutaj dzień trwa praktycznie całą dobę. A skoro dzień się nie kończy, to
po co się spieszyć? „Do zachodu zdążymy.” To zdanie bardzo szybko stało się
jednym z naszych wyjazdowych sloganów. Problem polegał tylko na tym, że zachód
słońca był tutaj raczej pojęciem teoretycznym. Czas pomiędzy pobudką a wyjazdem
zagospodarowaliśmy więc w trybie slow. Był spacer po plaży, było długie
śniadanie, było obserwowanie fal rozbijających się o brzeg. Były wszystkie te
drobne campingowe czynności, na które podczas codziennego życia zwykle nie ma
czasu. I właśnie w takich chwilach człowiek zaczyna naprawdę czuć wakacje.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
