Lofoty - Ryten 543 m.n.p.m.
Można pomyśleć, że po
kilku intensywnych dniach trochę zwolnimy tempo – nic bardziej mylnego.
Kolejne dni również postanowiliśmy spędzić na szlakach, bo przecież „nie spać,
zwiedzać” samo się na Lofotach nie zrobi.
Góry skutecznie przyciągały nasz wzrok za każdym razem, gdy tylko wychylaliśmy
głowę z samochodu. Tego ranka pogoda nie zamierzała jednak współpracować. Nisko
wiszące chmury, chłodny wiatr i szare niebo skutecznie studziły górskie zapędy.
Zamiast więc nerwowo zerkać na prognozy, postanowiliśmy dać naturze trochę
czasu na poprawę humoru. Śniadanie zjedliśmy pod zadaszeniem kempingu. Potem
była kawa. A skoro była kawa, to pojawiły się również gofry – bo przecież
nie wypada pić kawy bez odpowiedniego dodatku. Dalszą część przedpołudnia
spędziliśmy spacerując po okolicach osady Ramberg. Tutejsza plaża należy do
najpiękniejszych na archipelagu. Jasny piasek i turkusowa woda bardziej
przypominają Karaiby niż miejsce położone kilkaset kilometrów za kołem
podbiegunowym. Gdyby nie temperatura i góry wyrastające w tle, można byłoby się
pomylić. Kolejny raz okazało się, że na Lofotach mamy wyjątkowy talent do
rozpoczynania trekkingów w godzinach, kiedy większość ludzi myśli już o
kolacji.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)