San Defendente
My to zawsze musimy zrobić wszystko na odwrót. Zamiast
rozruszać się jakimś lekkim trekkingiem, to od razu z grubej rury. Efekt tego
taki, że następnego dnia wstaje się ciężko, ale mimo to z uśmiechem bo i pogoda
ma być lepsza. Spać trzeba szybko lub nie spać, bo zwiedzać. Za namową Iny
wybieramy się na wzgórze, gdzie stoi Chiesa di San Defendente. Ale zanim swoje
nogi postawimy na tym zjawiskowym balkonie widokowym nad Lago Iseo wsiadamy w
autobus jadący do Salto Colina. W miejscowości tej stykamy się z przyjacielskim
pozdrowieniem grupy mieszkańców. Wchodząc do kawiarni na poranną (jak z
reklamy) "prawdziwą włoską kawę", lokalsi widząc, że my turyści
pytają czy "JUVE"? a ja co nieco interesujący się piłką kopaną
odpowiadam: ATALANTA! I ta ich euforia i przytulanie. Po tej pysznej kawie
ruszamy w trasę.
.jpg)