Kolejna ciepła noc w naszym mini camperze zbliża się ku końcowi. Nad ranem nawet
przestało padać, więc Basia wyskakuje i cyka kilka zdjęć. Ta sucha aura nie
trwa zbyt długo. Ok. godz. 10 zaczyna znowu padać, by za kilkadziesiąt minut rozwinęło
się to w solidną ulewę. Dziś na przejazd 170 km mamy sporo czasu, więc leniwie
kręcimy się w kuchennym boksie. Mamy też z tyłu głowy, że po zejściu z gór będziemy
mieli do przejechania ponad 100 km po nieznanych, wąskich, ciemnych drogach.
Póki co nie zaprzątamy sobie tym głowy (Robert jednak trochę tak:)). Po tych
wszystkich porannych czynnościach ruszamy w trasę – ciągle w towarzystwie
kropel z nieba.
