Dzień drugi, podobnie jak pierwszy, jest dniem tranzytowym.
Nocleg planujemy gdzieś wysoko, na odludnym dzikim parkingu w okolicach naszej
pierwszej atrakcji, czyli słynnego kamienia, który utknął nad fiordem – szczyt Kjerag.
Ale tak łatwo być nie może. Już drugiego dnia pobytu w krainie fiordów pogoda
gra pierwsze skrzypce. Prognozy na kolejny dzień nie napawają optymizmem i nasz
plan na wejście na słynny Kjeragbolten stoi pod wielkim znakiem zapytania.
Zobaczymy co przyniesie czas. Leniwie zbieramy się i w pierwszej kolejności
robimy pierwsze śniadaniowe zakupy w jednej z sieciówek oraz poimy naszego
rumaka. Cena Diesla waha się między 18.50-24 NOK co wzbudza w nas w przeciągu
całego pobytu niemałą konsternację. W Polsce jest to nie do pomyślenia, że dwie
stacje paliw, które oddziela droga mogłyby mieć tak różne ceny. W NORGE jest to
na porządku dziennym. Nasz plan na dziś zakłada maksymalnie ok. 350 km jazdy krajowymi
drogami południowej Norwegii. W trakcie dnia nawigacja zmieniła zdanie
stwierdzając, że główne drogi to nuda, nuda, nuda. Powoli zaczyna kropić. No
cóż taka była prognoza. Gdy aplikacja „yr.no" mówi, że będzie padać to nie
ma co się łudzić, że będzie inaczej, tylko przyjąć ten deszcz na klatę i robić
swoje.
