Madera - Levada do Alecrin, Pico do Facho
Być na Maderze i nie być w górach, to jak być w zespole
Kovika i nie pisać relacji – według Barbórki oczywiście. Ale najpierw krótkie
oświadczenie: nadszedł dzień totalnie restowy. Sponsorem jest bowiem pogoda dla
bogaczy. Ale w czasie deszczu się nie nudzimy tylko odpoczywamy, konsumujemy i
spędzamy czas na kanapie. Po takim wypoczynku to już tylko w góry można iść. Krąży
w nas gorąca krew, dlatego planujemy ruszyć na Pico Grande. Podjeżdżamy na
miejsce (w pobliżu zatoczki autobusowej), a tam niespodzianka – droga na
parking zamknięta. Tym razem dreszcze złości nas przeszły, bo pogodowo nie jest
tak źle, a tu klops. I wymyślaj co teraz i kombinuj jak żyć… podejmujemy
decyzję – jedziemy na Levadę do Alecrim. Nastrój w grupie nieco lepszy,
działamy. Dojeżdżamy na znany nam już parking w okolicach Rabacal. Coś mgliście
tu i wietrznie, ale jesteśmy powyżej 1000 metrów n.p.m. Levada do Alecrim (PR
6.2.) prowadzi do Lagoa do Lajeado. Ciekawe wodne rozwiązania przykuwają naszą
uwagę. Jest dosyć błotniście i mokro – w sumie nic nowego. Sprawnie dochodzimy
do małego wodospadu, licząc, że będziemy mogli wspiąć się wyżej na fajne punkty
widokowe. Ale nic z tego, poziom wody jest tak wysoki, że przejście na drugą
stronę suchą stopą jest niemożliwe.