Poprzedniego dnia
góry zrobiły nam pranie – i to bez programu oszczędnego. Mokre buty, mokre
kurtki, mokre skarpetki… słowem, nawet gdyby ktoś chciał, to suchych emocji nie
znalazłby u nas. Kolejny dzień postanawiamy spędzić bardziej „samochodowo”.
Trzeba wszystko wysuszyć . Mamy bowiem kolejną rezerwację w innym schronisku.
Zobaczymy czy natura obdzieli nas aktem łaski. Kierunek: Stara Fužina nad jeziorem Bohinj, ale
oczywiście nie może być tak prosto – po drodze zaplanowaliśmy kilka
przystanków. Pierwszym jest słoweńska kawa i chwilę potem Žagerski Mlin – stary młyn wodny,
który wygląda, jakby od wieków stał w tym samym miejscu i miał gdzieś
zmieniające się epoki. Woda huczy, wielkie koło kręci się jak szalone, a Ty
stoisz i zastanawiasz się, jak sprytnie ludzie wykorzystywali siłę rzek, zanim
wymyślili prąd w gniazdkach (przynajmniej tak sobie to wyobrażaliśmy, bo młyn już dawno nie działa). Obok jest mostek, z którego świetnie widać całą
konstrukcję.
.jpg)