czwartek, 16 kwietnia 2026

Świąteczne Stavanger

 

Norwegia - Stavanger 

Wielkanoc w Stavanger i regionie Rogaland była decyzją dość spontaniczną. Planów mieliśmy ambitnych tyle, że spokojnie starczyłoby na dwa wyjazdy. Niestety pogoda postanowiła dołożyć od siebie własny scenariusz. Akurat orkan Dave urządzał sobie tournée po okolicy, więc finalnie i tak uznaliśmy za sukces samo dotarcie do Norwegii w tym okresie. Jednym z punktów, które udało nam się zrealizować, był rejs po Lysefjordzie. I trzeba przyznać — nawet norweska pogoda nie jest w stanie odebrać temu miejscu efektu „wow”. Podczas rejsu mogliśmy choć z dołu podziwiać jeden z najbardziej znanych klifów Norwegii — Preikestolen. W planach był oczywiście trekking na tę słynną „półkę skalną”, zawieszoną 604 metry nad taflą wody, ale tym razem aura powiedziała krótko: „absolutnie nie”. Za to sam rejs wynagrodził wszystko. Szczególnie spektakularnie prezentował się wodospad Hengjanefossen — podpływając tak blisko, że bryzę można było poczuć na twarzy. I to dosłownie, bo po chwili człowiek już nie wiedział, czy jest jeszcze turystą, czy właśnie został częścią wodospadu. Pod koniec rejsu pogoda całkowicie się załamała, więc żeby nie zamarznąć na pokładzie niczym dorsz z północy, schroniliśmy się w środku z gorącą kawą lub czekoladą w rękach. Tylko co jakiś czas wystawiałem głowę na zewnątrz, żeby jeszcze przez moment nacieszyć się tymi widokami. 






















Nasza Wielkanoc w Stavanger to jednak nie tylko fiordy, ale też samo miasto. Spacer po Gamle Stavanger z charakterystycznymi białymi domkami to idealny plan na spokojne, świąteczne popołudnie. Wąskie brukowane uliczki, cisza, klimat i oczywiście milion zdjęć, bo tam dosłownie każdy kąt wygląda jak gotowa pocztówka. 











Dla kontrastu obowiązkowo odwiedziliśmy też Fargegaten — najbardziej kolorową ulicę w Norwegii. To miejsce ma totalnie inny klimat: kolorowe fasady, muzyka, kawiarnie i ludzie siedzący pod kocami nawet wtedy, gdy pogoda mówi „wracajcie do domu”. Znajduje się tam mnóstwo klimatycznych kafejek, z których każda wygląda, jakby była urządzana przez kogoś z obsesją na punkcie przytulności. Szczególnie spodobało nam się Bøker og Børst, gdzie zatrzymaliśmy się na kawę i tradycyjne norweskie gofry z Brunostem — charakterystycznym brązowym serem. I tak, smak jest dokładnie tak specyficzny, jak wszyscy mówią. Ale w Norwegii po prostu trzeba spróbować. 
















Na naszej liście miejsc do zobaczenia były także słynne „miecze w skale”, czyli Sverd i fjell. To jeden z symboli Norwegii, upamiętniający bitwę pod Hafrsfjord z 872 roku, kiedy Harald Pięknowłosy zjednoczył królestwo Norwegii. I trzeba przyznać — robią naprawdę ogromne wrażenie, szczególnie na tle fiordu i norweskiego nieba. 





Ale tak naprawdę najważniejszym składnikiem tego wyjazdu było dobre towarzystwo. Bo nieważne, czy akurat świeci słońce, czy próbuje Cię wywiać orkan Dave — to właśnie zgrana ekipa buduje najlepszy klimat. Dlatego już wiadomo jedno… kolejny wspólny trip to tylko kwestia czas. 
A na koniec jeszcze kilka ujęć z norweskiego StreetArtu oraz innym miejsc z tego pięknego miasta.



























 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz nam proszę co o tym sądzisz :)