Karkonosze - Śnieżne Kotły
Budzimy się jeszcze przed
planowanym wschodem słońca i… dostajemy lekkiego szoku. Coś się
nie zgadza. Za oknem nie ma tej mlecznej, bezkształtnej bieli, do której
zdążyliśmy się przyzwyczaić. Robi się jaśniej. Jakby ktoś w nocy odgarnął
chmury i zapomniał je z powrotem zasunąć. Ania i Lucy działają błyskawicznie.
Zakładają portki (to ważny szczegół w zimowych temperaturach), chwytają aparaty
i wychodzą uchwycić wschód słońca. Dodajmy, że: jest to ich pierwszy wschód słońca w górach
i jednocześnie pierwsze zimowe góry
w życiu. My zostajemy w środku, racjonalizując lenistwo,
chociaż obserwując łunę słońca przez okno. Pół godziny później dziewczyny
wracają zmarznięte, ale szczęśliwe, a my dochodzimy do wniosku, że skoro
wytrzymały tak długo, to: albo wcale nie jest tak zimno, albo są zahartowane
norweskim powietrzem i my po prostu nie mamy z nimi szans. Szybkie spojrzenie
na termometr rozwiewa wątpliwości: –17°C.
Niebo niemal bezchmurne i jak śpiewał klasyk „do wynajęcia”. Dzień zapowiada
się obłędnie, a my mamy przed sobą najdłuższy dystans
całego wyjazdu. Kierunek: kolejne schronisko — Odrodzenie. Barbórka
wspomina, że była tam cztery lata temu i że… no cóż… luksusów raczej szukać nie
należy. Ale to przeszłość. Na razie jest słońce, mróz i wielka ekscytacja.
Po
śniadaniu, około dziesiątej, ruszamy. Chmur brak. Wiatru
brak. Niebieskie niebo. Robimy krótką sesję zdjęciową na
tarasie, bo przecież trzeba to uwiecznić, a potem śmigamy w stronę Trzech Świnek. Tam klasyka
gatunku: zdjęcia, wygłupy, orzełki na śniegu — czyli wszystko, co robią dorośli
ludzie w idealnych warunkach zimowych.
Dalej lekkie podejście i nagle wychodzimy na przestrzeń, którą można by spokojnie sprzedać jako śnieżną pustynię na Syberii. Z płaskowyżu widać stację przekaźnikową nad Śnieżnymi Kotłami, a krajobraz jest tak surowy i monumentalny, że przez chwilę milczymy. Bez większego zmęczenia docieramy do samych kotłów. Krótka przerwa: kilka łyków gorącej herbaty, parę kęsów węglowodanów i szybka kalkulacja strat ciepła. Bo gdy się stoi, minusowa temperatura bardzo szybko przypomina, że nie przyszliśmy tu na piknik. Ruszamy dalej.
Wielki Szyszak czy jak go nazywa Barbórka – Wielki Siusiak obchodzimy wariantem zimowym w stylu tyczkowym, a z jego zboczy obserwujemy coś absolutnie magicznego — znad chmur, które są poniżej nas zaczyna wynurzać się Śnieżka, czyli sama Królowa Sudetów. Widok jest tak dobry, że przez moment zapominamy o zmęczeniu i zimnie. Na Czarną Przełęcz wchodzimy już w towarzystwie chmur, które dodają całej scenie dramatyzmu. Potem delikatnie w górę. Mijamy Mużskie i Dívčí Kameny, a następnie docieramy na kolejną przełęcz, gdzie czeka na nas Petrovka — sprawiająca wrażenie miejsca opuszczonego przez ludzi i czas jednocześnie. Tam kolejna herbatka. Na twarzach pojawia się lekkie zmęczenie, ale przykryte uśmiechem i satysfakcją.
Został już tylko ostatni fragment trasy. I tutaj niespodzianka: szlak jest świetnie przygotowany, wręcz jakby ktoś specjalnie odśnieżył go dokładnie pod nasz przyjazd. Nie pytamy, nie dociekamy — korzystamy. W świetle powoli zachodzącego słońca dochodzimy do schroniska. Odbieramy klucze, wchodzimy do pokoju i… zapada cisza. Po chwili ktoś mówi na głos to, co wszyscy myślimy: Tu jest jakby luksusowo. Odremontowane łazienki. Magnetyczne zamki w drzwiach. Pyszne jedzenie w kuchni. Około dziesięciu turystów robi za sztuczny tłum. Cisza, spokój, ciepło. Odrodzenie okazuje się totalnym zaskoczeniem — bardzo pozytywnym. Do późnych godzin wieczornych oddajemy się klasycznemu życiu schroniskowemu: rozmowy, śmiech, regeneracja sił i granie w karty.
Prognozy na kolejny dzień mówią, że będzie „żyleta”, ale… no cóż. Już zdążyły nas oszukać, więc traktujemy je z dystansem. Kładziemy się spać z nadzieją, że nic dwa razy się nie zdarza. Choć w górach — jak wiemy — to nic nigdy nie jest pewne.
Dalej lekkie podejście i nagle wychodzimy na przestrzeń, którą można by spokojnie sprzedać jako śnieżną pustynię na Syberii. Z płaskowyżu widać stację przekaźnikową nad Śnieżnymi Kotłami, a krajobraz jest tak surowy i monumentalny, że przez chwilę milczymy. Bez większego zmęczenia docieramy do samych kotłów. Krótka przerwa: kilka łyków gorącej herbaty, parę kęsów węglowodanów i szybka kalkulacja strat ciepła. Bo gdy się stoi, minusowa temperatura bardzo szybko przypomina, że nie przyszliśmy tu na piknik. Ruszamy dalej.
Wielki Szyszak czy jak go nazywa Barbórka – Wielki Siusiak obchodzimy wariantem zimowym w stylu tyczkowym, a z jego zboczy obserwujemy coś absolutnie magicznego — znad chmur, które są poniżej nas zaczyna wynurzać się Śnieżka, czyli sama Królowa Sudetów. Widok jest tak dobry, że przez moment zapominamy o zmęczeniu i zimnie. Na Czarną Przełęcz wchodzimy już w towarzystwie chmur, które dodają całej scenie dramatyzmu. Potem delikatnie w górę. Mijamy Mużskie i Dívčí Kameny, a następnie docieramy na kolejną przełęcz, gdzie czeka na nas Petrovka — sprawiająca wrażenie miejsca opuszczonego przez ludzi i czas jednocześnie. Tam kolejna herbatka. Na twarzach pojawia się lekkie zmęczenie, ale przykryte uśmiechem i satysfakcją.
Został już tylko ostatni fragment trasy. I tutaj niespodzianka: szlak jest świetnie przygotowany, wręcz jakby ktoś specjalnie odśnieżył go dokładnie pod nasz przyjazd. Nie pytamy, nie dociekamy — korzystamy. W świetle powoli zachodzącego słońca dochodzimy do schroniska. Odbieramy klucze, wchodzimy do pokoju i… zapada cisza. Po chwili ktoś mówi na głos to, co wszyscy myślimy: Tu jest jakby luksusowo. Odremontowane łazienki. Magnetyczne zamki w drzwiach. Pyszne jedzenie w kuchni. Około dziesięciu turystów robi za sztuczny tłum. Cisza, spokój, ciepło. Odrodzenie okazuje się totalnym zaskoczeniem — bardzo pozytywnym. Do późnych godzin wieczornych oddajemy się klasycznemu życiu schroniskowemu: rozmowy, śmiech, regeneracja sił i granie w karty.
Prognozy na kolejny dzień mówią, że będzie „żyleta”, ale… no cóż. Już zdążyły nas oszukać, więc traktujemy je z dystansem. Kładziemy się spać z nadzieją, że nic dwa razy się nie zdarza. Choć w górach — jak wiemy — to nic nigdy nie jest pewne.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Napisz nam proszę co o tym sądzisz :)