środa, 13 listopada 2019

Rozdziewiczanie Niżnych


Niżne Tatry - Dumbier 2046 m.n.p.m.

Kto to widział, aby w październiku było tak ciepło. Co prawda zeszłego roku do połowy listopada pogoda była sprzyjająca górskim wędrówkom. Ale kto by pomyślał, że i w tym roku pojawi się taka opcja. Może to sprawka tego wszędzie głoszonego ocieplenia klimatu. Może i tak jest ale nam w to graj. Zaplanowaliśmy sobie wcześniej, że rozdziewiczę Tatry Niżne. Mapki rejonu mam już od wielu lat, ale jakoś tak nie po drodze było. W końcu stało się. Zaprosiliśmy jeszcze Paulinę do wspólnej wędrówki. Długo nie trzeba było namawiać. Na pytanie gdzie chcemy iść mówię, że standardowo najwyższe piki a co?!

poniedziałek, 21 października 2019

Pośrednia Turnia w alpejskim stylu

 Tatry - Pośrednia Turnia 2128 m.n.p.m.

To był szybki weekend. Obok takiej prognozy nie mogłem przejść obojętnie. Tylko te dojazdy. Na wspólny wypad w Tatry namawiam Marka – brata mego. W piątek zaraz po pracy wsiadam w pociąg do Krakowa, gdzie mam około godzinną przesiadkę na autobus. Dołącza Marek w ostatniej chwili i przez następne dwie godziny mkniemy Zakopianką. Za cel obieramy Świnicę z tego względu, że pół godziny wcześniej na ten szczyt ruszyła dwójka znajomych brata z roku.

niedziela, 22 września 2019

Nie tylko górami człowiek żyje



Niestety od północy leje jak z cebra i zapowiedziane załamanie pogody stało się faktem. Dodatkowo ma być tak przez kolejne dni, więc należy wdrożyć plan B. Zwijamy cały nasz obóz, namiot po całonocnym deszczu suszymy w campingowej suszarni, jemy śniadanie i ruszamy nad Adriatyk. A co! Nie samymi górami żyje człowiek.

piątek, 20 września 2019

Zielone wzgórza nad ... doliną



Dolomity - L Aut 2515 m.n.p.m.

Po wczorajszym długim intensywnym dniu i  kiepskiej prognozy na kolejny, mimo wszystko decydujemy się, aby rozchodzić zakwasy. Początkowy zamysł był, aby przespacerować się do Riffugio Contrin w dolinie Val Contrin. Wobec tego z rana dojeżdżamy do malowniczej miejscowości Alba. Po chwili następuje zmiana planów i wsiadamy do nowej kolejki, która wwozi nas na Ciampac - łąk z których startuje się na ferratę Finanzieri, na której byliśmy podczas naszego pierwszego pobytu.

środa, 18 września 2019

Sangue, sudore e lacrime, czyli krew pot i łzy...



Dolomity - Ferrata Lipella

Już wiemy, że czwarty dzień w Dolomitach to będzie długi i wyczerpujący dzień, w szczególności dla Barbórki. To właśnie na jej życzenie umieściłem w planach via ferratę o dźwięcznej nazwie Giovanni Lipella. Wiedząc, że pogoda będzie naszym sprzymierzeńcem, a nikomu nie potrzebna robota na dziś będzie długa postanawiamy wykorzystać sprzyjające okoliczności i wyruszyć na szlak z samego rana. Podejście pod ferratę nie nastręcza trudności, ale w pełnym słońcu jest żmudne i zajmuje nam około 1,5 godziny.

poniedziałek, 16 września 2019

Włoska Orla Perć



Dolomity - Cima Costabella 2746 m.n.p.m.

Tego dnia czeka nas zmierzenie się z jedną z grań w centralnym masywie Dolomitów. Alta Via Bepi Zac bo o niej mowa jest jednym z najpiękniejszych “balkonów” Dolomitów. Wzdłuż grani przebiegał front austriacko – włoski o czym świadczą stanowiska wojskowe i tunele wydrążone w skale, którymi przyjdzie nam się przeciskać. Dariusz Tkaczyk gwarantował, że nudzić się nie będziemy. Tak też było – ale po kolei.

niedziela, 15 września 2019

Odlot totalny



Dolomity - Sass Pordoi 2950 m.n.p.m.

Trzeba się z tym liczyć, że pogoda we wrześniu jest kapryśna. Mieliśmy persektywę kilku godzin “suchych” a plany awaryjne zawierały masyw Sella. Ku wielkiej radości Basi w kilka minut wylądowaliśmy na marsie osiągając szczyt Sass Pordoi. Rozglądając się po okolicy stwierdzamy, że nie trzeba jechać do USA, żeby zobaczyć Wielki Kanion.

Zew natury


 Dolomity - Pico di Vallandro 2839 m.n.p.m.

Tak to jest z tymi górami. Raz pojedziesz i jesteś stracony. Ostrzegali nas przed tym zjawiskiem znajomi. Kto śledzi choć trochę nasze poczynania już wie, że chodzi o Dolomity przez ostatnie pięć lat cztery urlopy włącznie z tym spędziliśmy w tych uroczych cudach natury wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ale to nie miało wcale tak wyglądać. Jeszcze trzy tygodnie przed wyjazdem mieliśmy zarezerwowane pokoje w tatrzańskiej Zwierówce, gdy Basia nieśmiało spytała:
- A może znowu w Dolomity pojedziemy?
Gdy to usłyszałem zapaliła mi się w głowie “żaróweczka” lecz nie dałem poznać, że się napaliłem. Po trzech dniach przedstawiłem ku jej zaskoczeniu gotowy plan włącznie z planem awaryjnym. Jedynymi niewiadomymi były stan moich pleców na długim wyjeździe i jak bardzo zimne będą wrześniowe noce na wysokości ponad 1400 m.n.p.m.
Po całodniowej podróży stajemy na niemalże pustym parkingu przy halach Prato Piazza w grupie Braies. Nieśmiało zachodzimy po pobliskiego pensjonatu o tej samej nazwie z pytaniem czy nas przenocują – mają komplet, więc może w hotelu Hohe Gaisl obok. Cena 92 EU za osobę zdecydowała, że noc spędzimy w aucie.

czwartek, 8 sierpnia 2019

Wołowiec - Tatr Wysokich



Tatry - Wołowiec Mięguszowiecki 2228 m.n.p.m.

Niedziela przywitała nas niebieskim niebem choć w trakcie dnia miało się to zmienić. Szybkie śniadanie i takie tam poranne czynności ciut się wydłużyły. Zatrzymujemy się na parkingu tym co wczoraj i płacimy wytargowane dzień wcześniej 5 Eu. Jeszcze wieczorem myślałem że nie zwlekę się z łóżka. Bolało mnie wszystko – tak to jest jak się rzadko jeździ. Na szczęście wieczorne suplementy % podziałały. Plan na dziś był taki, że Basia i Michał idą na Rysy a ja z Markiem na Wołowiec Mięguszowiecki. Nie jest to może jakiś honorny szczyt ale jak na nasze doświadczenie zupełnie wystarczy. A widoki z niego są mega.

sobota, 3 sierpnia 2019

Z wizytą u kowala


Tatry - Kończysta 2535 m.n.p.m. 
Sześć lat temu podjąłem pierwszą próbę wejścia na łatwy dwutysięcznik zaliczany do Wielkiej Korony Tatr. Kończysta bo o niej mowa chodziła mi po głowie kawał czasu. Za pierwszym razem wyszliśmy za późno i na przełęczy pod Osterwą spotkaliśmy parkowca więc odpuściliśmy. Tym razem wyjazd o 21 z Warszawy, podjazd pod Marka i prawie pustymi drogami omijając slalomem napotkaną dziką zwierzynę, dojeżdżamy na parking pod Popradzkim Stawem. Szybka przebierka i ruszamy przy świetle czołówek w górę. Nie uszliśmy czterech zakrętów po asfaltowej drodze i nagle zatrzymuje się samochód dowożący pieczywo do schroniska z propozycją podwózki. Głupim by było nie skorzystać, więc po 10 minutach ruszamy już magistralą w kierunku Przełęczy pod Osterwą gdzie jesteśmy już o 5.40 W międzyczasie zaczęło lekko kropić. Basia z Michałem meldują, że ruszają. Im się nie śpieszy. Mają plany wejść na Osterwę.