niedziela, 12 stycznia 2020

Azory - Piekielne usta


Azory - dzień pierwszy 

Pierwszy dzień azorskiej przygody zaczął się od zlokalizowania lokalnego sklepu i zrobienia zakupów. Po sytym śniadaniu ruszamy naszą mazdunią na podbój zachodniej części wyspy. Pierwszym naszym przystankiem jest Miradouro do Empadadas oraz Aqueduto do Carvao. Miraduoro oferuje rozległą panoramę na wyspę, ukazując jej niewielki rozmiar. Wszechobecna soczysta zieleń zdumiewa.

wtorek, 3 grudnia 2019

Chopok po raz drugi

 Niżne Tatry - Chopok 2024 m.n.p.m.

Drugiego dnia wracamy do Polski więc wypadałoby urobić coś niedługiego i w miarę zapętlić. Po studiowaniu mapy dochodzimy do porozumienia że idziemy na  … Chopok tylko od zachodu. Dawida wyrzucamy na Lucky. Ma on w planie przebiec naszą wczorajszą trasę. Koniec końców wyszło mu „trochę” więcej bo połknął Dumbier, Chopok, Polanę, dobiegł do Skałki i z powrotem na Polanę i żółtym szlakiem przez Tri Vody zbiegł do cywilizacji gdzie czekał na nas jeszcze dobre 2 godziny.

środa, 13 listopada 2019

Rozdziewiczanie Niżnych


Niżne Tatry - Dumbier 2046 m.n.p.m.

Kto to widział, aby w październiku było tak ciepło. Co prawda zeszłego roku do połowy listopada pogoda była sprzyjająca górskim wędrówkom. Ale kto by pomyślał, że i w tym roku pojawi się taka opcja. Może to sprawka tego wszędzie głoszonego ocieplenia klimatu. Może i tak jest ale nam w to graj. Zaplanowaliśmy sobie wcześniej, że rozdziewiczę Tatry Niżne. Mapki rejonu mam już od wielu lat, ale jakoś tak nie po drodze było. W końcu stało się. Zaprosiliśmy jeszcze Paulinę do wspólnej wędrówki. Długo nie trzeba było namawiać. Na pytanie gdzie chcemy iść mówię, że standardowo najwyższe piki a co?!

poniedziałek, 21 października 2019

Pośrednia Turnia w alpejskim stylu

 Tatry - Pośrednia Turnia 2128 m.n.p.m.

To był szybki weekend. Obok takiej prognozy nie mogłem przejść obojętnie. Tylko te dojazdy. Na wspólny wypad w Tatry namawiam Marka – brata mego. W piątek zaraz po pracy wsiadam w pociąg do Krakowa, gdzie mam około godzinną przesiadkę na autobus. Dołącza Marek w ostatniej chwili i przez następne dwie godziny mkniemy Zakopianką. Za cel obieramy Świnicę z tego względu, że pół godziny wcześniej na ten szczyt ruszyła dwójka znajomych brata z roku.

niedziela, 22 września 2019

Nie tylko górami człowiek żyje



Niestety od północy leje jak z cebra i zapowiedziane załamanie pogody stało się faktem. Dodatkowo ma być tak przez kolejne dni, więc należy wdrożyć plan B. Zwijamy cały nasz obóz, namiot po całonocnym deszczu suszymy w campingowej suszarni, jemy śniadanie i ruszamy nad Adriatyk. A co! Nie samymi górami żyje człowiek.

piątek, 20 września 2019

Zielone wzgórza nad ... doliną



Dolomity - L Aut 2515 m.n.p.m.

Po wczorajszym długim intensywnym dniu i  kiepskiej prognozy na kolejny, mimo wszystko decydujemy się, aby rozchodzić zakwasy. Początkowy zamysł był, aby przespacerować się do Riffugio Contrin w dolinie Val Contrin. Wobec tego z rana dojeżdżamy do malowniczej miejscowości Alba. Po chwili następuje zmiana planów i wsiadamy do nowej kolejki, która wwozi nas na Ciampac - łąk z których startuje się na ferratę Finanzieri, na której byliśmy podczas naszego pierwszego pobytu.

środa, 18 września 2019

Sangue, sudore e lacrime, czyli krew pot i łzy...



Dolomity - Ferrata Lipella

Już wiemy, że czwarty dzień w Dolomitach to będzie długi i wyczerpujący dzień, w szczególności dla Barbórki. To właśnie na jej życzenie umieściłem w planach via ferratę o dźwięcznej nazwie Giovanni Lipella. Wiedząc, że pogoda będzie naszym sprzymierzeńcem, a nikomu nie potrzebna robota na dziś będzie długa postanawiamy wykorzystać sprzyjające okoliczności i wyruszyć na szlak z samego rana. Podejście pod ferratę nie nastręcza trudności, ale w pełnym słońcu jest żmudne i zajmuje nam około 1,5 godziny.

poniedziałek, 16 września 2019

Włoska Orla Perć



Dolomity - Cima Costabella 2746 m.n.p.m.

Tego dnia czeka nas zmierzenie się z jedną z grań w centralnym masywie Dolomitów. Alta Via Bepi Zac bo o niej mowa jest jednym z najpiękniejszych “balkonów” Dolomitów. Wzdłuż grani przebiegał front austriacko – włoski o czym świadczą stanowiska wojskowe i tunele wydrążone w skale, którymi przyjdzie nam się przeciskać. Dariusz Tkaczyk gwarantował, że nudzić się nie będziemy. Tak też było – ale po kolei.

niedziela, 15 września 2019

Odlot totalny



Dolomity - Sass Pordoi 2950 m.n.p.m.

Trzeba się z tym liczyć, że pogoda we wrześniu jest kapryśna. Mieliśmy persektywę kilku godzin “suchych” a plany awaryjne zawierały masyw Sella. Ku wielkiej radości Basi w kilka minut wylądowaliśmy na marsie osiągając szczyt Sass Pordoi. Rozglądając się po okolicy stwierdzamy, że nie trzeba jechać do USA, żeby zobaczyć Wielki Kanion.

Zew natury


 Dolomity - Pico di Vallandro 2839 m.n.p.m.

Tak to jest z tymi górami. Raz pojedziesz i jesteś stracony. Ostrzegali nas przed tym zjawiskiem znajomi. Kto śledzi choć trochę nasze poczynania już wie, że chodzi o Dolomity przez ostatnie pięć lat cztery urlopy włącznie z tym spędziliśmy w tych uroczych cudach natury wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ale to nie miało wcale tak wyglądać. Jeszcze trzy tygodnie przed wyjazdem mieliśmy zarezerwowane pokoje w tatrzańskiej Zwierówce, gdy Basia nieśmiało spytała:
- A może znowu w Dolomity pojedziemy?
Gdy to usłyszałem zapaliła mi się w głowie “żaróweczka” lecz nie dałem poznać, że się napaliłem. Po trzech dniach przedstawiłem ku jej zaskoczeniu gotowy plan włącznie z planem awaryjnym. Jedynymi niewiadomymi były stan moich pleców na długim wyjeździe i jak bardzo zimne będą wrześniowe noce na wysokości ponad 1400 m.n.p.m.
Po całodniowej podróży stajemy na niemalże pustym parkingu przy halach Prato Piazza w grupie Braies. Nieśmiało zachodzimy po pobliskiego pensjonatu o tej samej nazwie z pytaniem czy nas przenocują – mają komplet, więc może w hotelu Hohe Gaisl obok. Cena 92 EU za osobę zdecydowała, że noc spędzimy w aucie.