Lofoty - Å, Reine, Sakrisøy, Nusfjord
Środa, godzina 6:30. Po kilku dniach podróży, ponad
dwóch tysiącach przejechanych kilometrów i nocnym rejsie przez Morze Norweskie
wreszcie cumujemy w Moskenes. Przed nami są Lofoty. Te prawdziwe. Nie te ze
zdjęć, filmów i internetowych relacji, które przez ostatnie miesiące skutecznie
podsycały nasz apetyt na magiczną Północ. W końcu znaleźliśmy się pośród tych
słynnych gór wyrastających prosto z morza, wśród fiordów, rybackich osad i
krajobrazów, które sprawiają, że człowiek co chwilę odruchowo sięga po aparat.
A pogoda? Idealna. I właśnie dlatego nasze pierwotne plany bardzo szybko
trafiły do szuflady z napisem „do ponownego rozpatrzenia”. Zgodnie z
wcześniejszym założeniem pierwsze dwa dni po zjechaniu z promu mieliśmy spędzić
wysoko w górach, nocując pod namiotem. Wystarczyło jednak jeszcze raz spojrzeć
na prognozy i wymienić kilka znaczących spojrzeń w kierunku Ani, aby dojść do
wniosku, że warto nieco zmodyfikować harmonogram. Ale nie była to żadna porażka
w realizacji planu. Nazwijmy to raczej strategicznym przegrupowaniem sił.
Postanowiliśmy więc rozpocząć lofocką przygodę od poznania najbardziej
malowniczych rybackich osad archipelagu.
.jpg)