Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karlskrona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karlskrona. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2026

Ostatnie kilometry i powrót do rzeczywistości

 

No i nadszedł ten moment. Przed nami były już tylko ostatnie godziny spędzone w Skandynawii. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkanaście dni wcześniej z wypiekami na twarzy ruszaliśmy z Gdyni na północ, a teraz od promu do Polski dzieliło nas już tylko kilkaset kilometrów. Poranek rozpoczęliśmy dokładnie tak, jak lubiliśmy najbardziej. Było spokojne śniadanie, była kawa i był widok, który pozwalał jeszcze przez chwilę nacieszyć się skandynawską codziennością. Nikt nie mówił tego głośno, ale wiedzieliśmy, że to już ostatni taki poranek podczas tej wyprawy. Zanim jednak na dobre ruszyliśmy w stronę Karlskrony, zatrzymaliśmy się jeszcze przy Stenskeppet. Ta charakterystyczna formacja skalna, której nazwa oznacza dosłownie „Kamienny Statek”, od lat stanowi jeden z rozpoznawalnych punktów wybrzeża Bohuslän. Kamień Blomsholm to trzeci co do wielkości kamienny statek wikingów w Szwecji, o imponującej długości 49 metrów. Położony w pobliżu Strömstad, ten historyczny pomnik składa się z 49 kamieni i pochodzi z końca epoki wikińskiej, kiedy morze sięgało niemal tego miejsca. To jedno z tych miejsc, które nie pojawiają się na pierwszych stronach przewodników, ale doskonale oddają charakter zachodniego wybrzeża Szwecji – surowego, spokojnego i niezwykle malowniczego.

środa, 24 czerwca 2026

W pogoni za północnym marzeniem

 Lofoty 2026

Po pierwszym urlopie w Norwegii, który odbyliśmy trzy lata temu, jedno marzenie nie dawało nam spokoju. Gdziekolwiek nie spojrzeliśmy – zdjęcia, filmy, relacje podróżnicze – wyskakiwały jak grzyby po deszczu. Strzeliste góry wyrastające prosto z morza, czerwone rybackie domki, turkusowa woda i krajobrazy wyglądające jak żywcem wyjęte z pocztówki. Lofoty. Przeglądając kolejne relacje, coraz częściej łapaliśmy się na tym, że zamiast planować kolejny urlop, planujemy właśnie ten jeden. Ten wymarzony (jeden z wielu). I w końcu pod koniec ubiegłego roku zapadła decyzja: Rok 2026 będzie należał do Lofotów. Charakter podróży od początku był jasny. Żadnych hoteli, kurortów czy siedzenia w jednym miejscu. Prawdziwa wyprawa w stylu camperowym. Tyle że zamiast kampera mieliśmy naszego niezawodnego Forda S-Maxa, pieszczotliwie zwanego Maksiem, który przez lata został całkiem solidnie przystosowany do roli mobilnego domu. Łóżko? Jest. Schowki? Są. Widok na góry po otwarciu bagażnika? Oby jak najczęściej. Do wyprawy zaprosiliśmy również nasze norweskie wsparcie logistyczne, czyli Lucy i Anię. Spodziewaliśmy się długich negocjacji, analiz kalendarza i rodzinnych narad nocnych. Tymczasem czas potrzebny na podjęcie decyzji wyniósł mniej więcej tyle, ile trwa zagotowanie wody na herbatę. Szybka i jedyna właściwa odpowiedź:

– Jedziemy!