Kolejny
dzień ma być dniem z serii tranzytowej. Mamy do przejechania ok. 350 km co w
norweskich warunkach daje ponad 6 godzin jazdy. Wiemy, że ten czas na pewno się
przedłuży, gdyż atrakcje nie śpią i czekają. Po przepysznym śniadaniu i jeszcze
lepszej kawie serwowanej przez Gosię z kamperowego ekspresu żegnamy się z
friendsami i ruszamy w dalszą drogę. Daleko nie ujechaliśmy, gdyż na jednym z
przydrożnych parkingów ujrzeliśmy starego Fiata. Co może być takiego
fascynującego we Fiacie. Otóż nie był to popularny "Maluch" czy też
"Duży Fiat". To był iście zabytkowy i wyjątkowy egzemplarz z 1924
roku, którym podróżuje sympatyczny starszy Włoch. Za cel obrał przejazd z
Treviso na Nordkapp. Usługi assistance świadczy żona, która równie
leciwym dostawczakiem typu "Żuk" zabezpiecza tyły. Kierowca pozwolił
nawet wejść do środka i obfotografować go z każdej strony, co dostarczyło mi
mnóstwo frajdy. Takim oto sposobem dokładamy sobie kolejne pół godziny jazdy,
ale przyjemność niecodzienna.
Większość drogi jedziemy niemal cały czas wzdłuż brzegu, najpierw jeziora Sandvinvatnet a następnie fiordu Hardanger. Po lewej stronie, niemal na wyciągnięcie ręki, błyszczą fale, a po prawej piętrzy się skała. Mijamy także nietypowe atrakcje – śmiechowo przystrojone drzewa. Droga numer 13 doprowadza nas do podnóża stoku, w którym wydrążony jest tunel. Ale nie jest to zwykły tunel, jakich pełno w Norwegii. W tym czeka na nas podziemne rondo. Duże i oświetlone niezwykłym, niebieskim światłem. Po wyjechaniu z tunelu można dostrzec smukłe pylony mostu przerzuconego nad fiordem, a my jedziemy dalej na zachód drogą, która powoli wspina się na zbocze. Po chwili otwiera się niesamowita panorama na fiord i otaczające go skały. Widok zapierający dech w piersiach! Po kilku kilometrach jazdy wśród skał, zbliżamy się do trzech niecodziennych tuneli. Pierwszy z nich, o trudnej do zapamiętania nazwie Kvarnhushaugtunnelen, zakręca w lewo wykonując pętle niemal o 180 stopni. Zaraz za nim pokonujemy ciasno skręcającą estakadę z widokiem na monstrualnej wielkości skalną ścianę. Po chwili znowu jesteśmy w tunelu, tym razem o nazwie Mabøtunnelen, który wewnątrz skały wygina się jak wąż raz w lewo, raz w prawo. Ponownie wjeżdżamy pod ziemię, do tunelu Storegjeltunnelen, który wykręca pełną spiralę pozwalając szybko zdobywać wysokość. Po serii zakrętasów dojeżdżamy na parking obok głównej atrakcji tego dnia.
Wodospad Vøringfossen ma 182 m wysokości co plasuje go na 83 pozycji wśród norweskich wodospadów i jest bardzo ważnym symbolem dla Norwegów. Wodospad Vøringsfossen robi wrażenie i zachwyca swoją potęgą. Średni przepływ wody wynosi ok. 12 ton wody na sekundę, która roztrzaskuje się o skały w dolinie. Chwilowy przepływ może być jednak bardzo różny w zależności od pory roku i stanu wód na płaskowyżu Hardangervidda. W dole kanionu płynie rzeka Bjoreio. Nazwa wodospadu ma ciekawą etymologię – pochodzi od słowa vyrða, co oznacza szacunek. Fossen w języku norweskim to wodospad. W 2006 roku miejsce uzyskało tytuł największej atrakcji turystycznej w Norwegii. Pogoda nie rozpieszcza. Jest wietrznie i dosyć chłodno. Zbieramy się w dalszą drogę przez płaskowyż Hardangervidda jedną z 18 dróg scenicznych w Norwegii o tej samej nazwie. Hardangervidda to wyjątkowe miejsce, to jeden z największych płaskowyżów w Europie. Jest to niemal nieskończona ilość pięknych norweskich krajobrazów. Wszelkie piesze wędrówki po owym plateau muszą być fantastyczną przygodną w bezkresie dzikości norweskich górek - podobno. Nam nie dane było tego doświadczyć, choć momentami chmury na chwilę się unosiły i mogliśmy zaobserwować conieco. Ta przestrzeń i ogrom terenu robi w dalszym ciągu niesamowite wrażenie. Płaskowyż może być niegościnny zimą, mimo to przejazd drogą jest dostępny cały rok. Służby drogowe uwijają się w ukropie, aby umożliwić kierowcom przejazd. Nawet w lecie zostawiają tyczki wysokości ok. 5 m robiące za krawężnik zimą.
Płaskowyż Hardangervidda szczyci się największą populacją dzikich reniferów w Europie - niestety nie zobaczyliśmy ani jednego - pewnie ściemniają. Po przejechaniu 67 km w Hagafoss zmieniamy kierunek i teraz krajową 50 jedziemy na północ. Nic ciekawego się nie dzieje dopóki świadomie nie popełniamy „błędu” i lądujemy w najdłuższym tunelu drogowym na świecie. Początkowo zakładaliśmy przejazd kolejną drogą sceniczną Gamle Aurlandvegen poprowadzoną na zboczach góry, w której znajdował się tunel. Ale zaczęło lekko kropić i była spora szansa na brak widoków. Wspomniany tunel o nazwie Laerdaltunel ma 24 km długości i uwierzcie nam - nie ma w tym nic przyjemnego jechać tyle czasu między skałami. Czuliśmy się jak w kopalni. Co 6 km są wykute jaskinie z pięknym niebiesko-żółtym oświetleniem, co jest chwilowym oddechem od ciemności.
Dojeżdżamy do miejscowości Gaupne i tu postanawiamy rozbić obóz na najbliższą noc. Kiedy już rozpaliliśmy swojego jednorazowego grilla ponownie zaczęło padać. Mimo to pieczony norweski łosoś i kurczak w towarzystwie gotowej sałatki smakowały wybornie. Norwedzy kochają grillować, dlatego nie omieszkaliśmy skorzystać z tej opcji – przy okazji testując lokalne jedzenie. Tylko warunki pogodowe zmuszają nas do jedzenia pod dachem samochodu z widokiem na mały „pierdolnik” – nie zawsze ma się czas na pościelenie łóżka.
Większość drogi jedziemy niemal cały czas wzdłuż brzegu, najpierw jeziora Sandvinvatnet a następnie fiordu Hardanger. Po lewej stronie, niemal na wyciągnięcie ręki, błyszczą fale, a po prawej piętrzy się skała. Mijamy także nietypowe atrakcje – śmiechowo przystrojone drzewa. Droga numer 13 doprowadza nas do podnóża stoku, w którym wydrążony jest tunel. Ale nie jest to zwykły tunel, jakich pełno w Norwegii. W tym czeka na nas podziemne rondo. Duże i oświetlone niezwykłym, niebieskim światłem. Po wyjechaniu z tunelu można dostrzec smukłe pylony mostu przerzuconego nad fiordem, a my jedziemy dalej na zachód drogą, która powoli wspina się na zbocze. Po chwili otwiera się niesamowita panorama na fiord i otaczające go skały. Widok zapierający dech w piersiach! Po kilku kilometrach jazdy wśród skał, zbliżamy się do trzech niecodziennych tuneli. Pierwszy z nich, o trudnej do zapamiętania nazwie Kvarnhushaugtunnelen, zakręca w lewo wykonując pętle niemal o 180 stopni. Zaraz za nim pokonujemy ciasno skręcającą estakadę z widokiem na monstrualnej wielkości skalną ścianę. Po chwili znowu jesteśmy w tunelu, tym razem o nazwie Mabøtunnelen, który wewnątrz skały wygina się jak wąż raz w lewo, raz w prawo. Ponownie wjeżdżamy pod ziemię, do tunelu Storegjeltunnelen, który wykręca pełną spiralę pozwalając szybko zdobywać wysokość. Po serii zakrętasów dojeżdżamy na parking obok głównej atrakcji tego dnia.
Wodospad Vøringfossen ma 182 m wysokości co plasuje go na 83 pozycji wśród norweskich wodospadów i jest bardzo ważnym symbolem dla Norwegów. Wodospad Vøringsfossen robi wrażenie i zachwyca swoją potęgą. Średni przepływ wody wynosi ok. 12 ton wody na sekundę, która roztrzaskuje się o skały w dolinie. Chwilowy przepływ może być jednak bardzo różny w zależności od pory roku i stanu wód na płaskowyżu Hardangervidda. W dole kanionu płynie rzeka Bjoreio. Nazwa wodospadu ma ciekawą etymologię – pochodzi od słowa vyrða, co oznacza szacunek. Fossen w języku norweskim to wodospad. W 2006 roku miejsce uzyskało tytuł największej atrakcji turystycznej w Norwegii. Pogoda nie rozpieszcza. Jest wietrznie i dosyć chłodno. Zbieramy się w dalszą drogę przez płaskowyż Hardangervidda jedną z 18 dróg scenicznych w Norwegii o tej samej nazwie. Hardangervidda to wyjątkowe miejsce, to jeden z największych płaskowyżów w Europie. Jest to niemal nieskończona ilość pięknych norweskich krajobrazów. Wszelkie piesze wędrówki po owym plateau muszą być fantastyczną przygodną w bezkresie dzikości norweskich górek - podobno. Nam nie dane było tego doświadczyć, choć momentami chmury na chwilę się unosiły i mogliśmy zaobserwować conieco. Ta przestrzeń i ogrom terenu robi w dalszym ciągu niesamowite wrażenie. Płaskowyż może być niegościnny zimą, mimo to przejazd drogą jest dostępny cały rok. Służby drogowe uwijają się w ukropie, aby umożliwić kierowcom przejazd. Nawet w lecie zostawiają tyczki wysokości ok. 5 m robiące za krawężnik zimą.
Płaskowyż Hardangervidda szczyci się największą populacją dzikich reniferów w Europie - niestety nie zobaczyliśmy ani jednego - pewnie ściemniają. Po przejechaniu 67 km w Hagafoss zmieniamy kierunek i teraz krajową 50 jedziemy na północ. Nic ciekawego się nie dzieje dopóki świadomie nie popełniamy „błędu” i lądujemy w najdłuższym tunelu drogowym na świecie. Początkowo zakładaliśmy przejazd kolejną drogą sceniczną Gamle Aurlandvegen poprowadzoną na zboczach góry, w której znajdował się tunel. Ale zaczęło lekko kropić i była spora szansa na brak widoków. Wspomniany tunel o nazwie Laerdaltunel ma 24 km długości i uwierzcie nam - nie ma w tym nic przyjemnego jechać tyle czasu między skałami. Czuliśmy się jak w kopalni. Co 6 km są wykute jaskinie z pięknym niebiesko-żółtym oświetleniem, co jest chwilowym oddechem od ciemności.
Dojeżdżamy do miejscowości Gaupne i tu postanawiamy rozbić obóz na najbliższą noc. Kiedy już rozpaliliśmy swojego jednorazowego grilla ponownie zaczęło padać. Mimo to pieczony norweski łosoś i kurczak w towarzystwie gotowej sałatki smakowały wybornie. Norwedzy kochają grillować, dlatego nie omieszkaliśmy skorzystać z tej opcji – przy okazji testując lokalne jedzenie. Tylko warunki pogodowe zmuszają nas do jedzenia pod dachem samochodu z widokiem na mały „pierdolnik” – nie zawsze ma się czas na pościelenie łóżka.

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Napisz nam proszę co o tym sądzisz :)