Karkonosze - Śnieżne Kotły
Budzimy się jeszcze przed
planowanym wschodem słońca i… dostajemy lekkiego szoku. Coś się
nie zgadza. Za oknem nie ma tej mlecznej, bezkształtnej bieli, do której
zdążyliśmy się przyzwyczaić. Robi się jaśniej. Jakby ktoś w nocy odgarnął
chmury i zapomniał je z powrotem zasunąć. Ania i Lucy działają błyskawicznie.
Zakładają portki (to ważny szczegół w zimowych temperaturach), chwytają aparaty
i wychodzą uchwycić wschód słońca. Dodajmy, że: jest to ich pierwszy wschód słońca w górach
i jednocześnie pierwsze zimowe góry
w życiu. My zostajemy w środku, racjonalizując lenistwo,
chociaż obserwując łunę słońca przez okno. Pół godziny później dziewczyny
wracają zmarznięte, ale szczęśliwe, a my dochodzimy do wniosku, że skoro
wytrzymały tak długo, to: albo wcale nie jest tak zimno, albo są zahartowane
norweskim powietrzem i my po prostu nie mamy z nimi szans. Szybkie spojrzenie
na termometr rozwiewa wątpliwości: –17°C.
Niebo niemal bezchmurne i jak śpiewał klasyk „do wynajęcia”. Dzień zapowiada
się obłędnie, a my mamy przed sobą najdłuższy dystans
całego wyjazdu. Kierunek: kolejne schronisko — Odrodzenie. Barbórka
wspomina, że była tam cztery lata temu i że… no cóż… luksusów raczej szukać nie
należy. Ale to przeszłość. Na razie jest słońce, mróz i wielka ekscytacja.
.jpg)
