Miejscówka noclegowa okazała się być niczego sobie. Na
szczęście deszcz ustępuje i można jechać w dalszą drogę. Ta zmienność pogodowa
jest nieco uciążliwa, ale z drugiej strony oferuje też klimat. Zatrzymujemy się
dosłownie przed Gaupne, żeby uchwycić lazurowy kolor fiordu (o pięknej nazwie
Lustrafjorden) i lekkie mgły unoszące się nad jego taflą. Jest mrocznie– prawie
jak w krainie powieści kryminalnychJo Nesbø – ale to jest właśnie urok
Skandynawii. Ruszamy dalej – lodowiec Nigardsbreen czeka. Góry dosłownie
parują, a krajobraz uzupełnia też towarzysząca nam rzeka Jostedøla o
krystalicznym kolorze – wygląda to
ciekawie. Zanim dojdziemy na jeden z 2,5 tysiąca lodowców, które oferuje Norge
– zostawiamy nasz wehikuł przed Breheimsenteret Glacier Center. Budynek ma
ciekawą konstrukcję, przypomina trochę kościół. Mieści się w nim informacja
turystyczna, muzeum, sklep z pamiątkami, restauracja i kawiarnia z cudownym
widokiem na lodowiec, z oferty której korzystamy. Śniadanie trzeba zaliczyć.
Nie spieszymy się, a pogoda poprawia się z każdą chwilą.
